„Dziecko staje się środkiem produkcji”. Jak wielki kapitał polubił dzieci

Dziecko powoli staje się produktem, środkiem do osiągnięcia celu. Dlatego staram się odchodzić od mówienia o „współczynnikach dzietności” i od traktowania dzietności niczym PKB: im wyższa, tym lepiej - tłumaczy Marcin Kędzierski, publicysta i doktor nauk ekonomicznych.


W ostatnim roku pojawiło się wiele książek na temat kryzysu demograficznego. Skąd ten rozkwit popularności tematu, który dotychczas wydawał się mało interesować uczestników debaty publicznej? [...]


Moja obawa wynika z tego, że dziecko powoli staje się produktem, środkiem do osiągnięcia celu. Zwłaszcza kiedy mowa jest o in vitro, surogacji czy wizjach sztucznych macic. Dziecko staje się „środkiem produkcji”, a nie osobą. W całkiem poważnych debatach pojawiają się nawet głosy, że dzieci muszą się rodzić niezależnie od trwałości związków. Dlaczego nikt nie pyta o proces wychowania? Przecież to, w jakiej rodzinie dziecko się wychowuje, ma znaczenie dla jego stanu emocjonalnego. Krótko mówiąc: obawiam się utowarowienia myślenia o dzieciach. [...]


#wiadomoscipolska #ekonomia #gospodarka #dzieci #spoleczenstwo #demografia #gazetaprawna

Gazetaprawna

Komentarze (1)

jonas

Wysoka dzietność jest potrzebna głównie dwóm grupom - politykom, żeby mieli do kogo się umizgiwać co wybory oraz korporacjom, żeby miały zasób siły roboczej oraz konsumentów. Samej ludzkości ani tym bardziej planecie duża liczba ludzi jest dokładnie po nic, a bywają miejsca i sytuacje, że wręcz wskazana byłaby homeopatycznie niska. Dlatego za majstrowaniem potomstwa najgłośniej gardłują właśnie owe wymienione grupy, choć ani jednej ani drugiej nie interesuje dobrostan człowieka małego czy dużego. Ma spełnić swoją rolę i spieprzać na bambus, a nie bezczelnie czegoś żądać czy oczekiwać w zamian - dotrzymywania obietnic z kampanii wyborczej albo niemonopolizowania dostępu do wody pitnej na przykład. Kto to widział, komu to potrzebne, zagłosuj/zapłać i spie...sznie się oddal.

Zaloguj się aby komentować