Do polskich influencerów na finiszu kampanii wyborczej trafiły e-maile zachęcające do umieszczania wpisów o tematyce politycznej. Oferowano im zachęty finansowe – do 1,6 tys. zł za tydzień aktywności plus bonusy za odsłony. Za akcją stoi polska fundacja.
Domenę dla akcji zarejestrował jednak kto inny – spółka DatAdat. Na jej czele stoi dwóch Węgrów.
DatAdat i powiązana z nią spółka Estratos świadczy na rzecz organizacji politycznych i NGO usługi informatyczne związane z gromadzeniem i analizą danych.
Warto wspomnieć, że wątek firmy Estratos pojawia się w opublikowanym we czwartek tekście Wirtualnej Polski. Dziennikarze WP ustalili, że z usług firmy korzystała Akcja Demokracja - organizacja stojąca za kampanią, która uderzała w Sławomira Mentzena i Karola Nawrockiego, wspierając równocześnie Rafała Trzaskowskiego.
W Rumunii w grudniu, w czasie wyborów prezydenckich miała miejsce dokładnie taka kampania. Przy pomocy agencji influencerskich i kanału na Telegramie rekrutowano twórców, którzy mieli tworzyć polityczny kontent, wykorzystując sprecyzowane słowa kluczowe.
Działania influencerów wsparły ostatecznie kampanię Calina Georgescu, co doprowadziło do kryzysu wyborczego – pierwsza tura wyborów prezydenckich została przez sąd konstytucyjny unieważniona w skutek podejrzenia o zewnętrzną ingerencję.
#polityka

