Do polskich influencerów na finiszu kampanii wyborczej trafiły e-maile zachęcające do umieszczania wpisów o tematyce politycznej. Oferowano im zachęty finansowe – do 1,6 tys. zł za tydzień aktywności plus bonusy za odsłony. Za akcją stoi polska fundacja.


Domenę dla akcji zarejestrował jednak kto inny – spółka DatAdat. Na jej czele stoi dwóch Węgrów.


DatAdat i powiązana z nią spółka Estratos świadczy na rzecz organizacji politycznych i NGO usługi informatyczne związane z gromadzeniem i analizą danych.


Warto wspomnieć, że wątek firmy Estratos pojawia się w opublikowanym we czwartek tekście Wirtualnej Polski. Dziennikarze WP ustalili, że z usług firmy korzystała Akcja Demokracja - organizacja stojąca za kampanią, która uderzała w Sławomira Mentzena i Karola Nawrockiego, wspierając równocześnie Rafała Trzaskowskiego.


W Rumunii w grudniu, w czasie wyborów prezydenckich miała miejsce dokładnie taka kampania. Przy pomocy agencji influencerskich i kanału na Telegramie rekrutowano twórców, którzy mieli tworzyć polityczny kontent, wykorzystując sprecyzowane słowa kluczowe.


Działania influencerów wsparły ostatecznie kampanię Calina Georgescu, co doprowadziło do kryzysu wyborczego – pierwsza tura wyborów prezydenckich została przez sąd konstytucyjny unieważniona w skutek podejrzenia o zewnętrzną ingerencję.


https://www.wnp.pl/tech/polskich-influencerow-namawiano-na-posty-o-kampanii-w-tle-pieniadze-za-zasiegi,945093.html


#polityka

Komentarze (4)

@JapyczStasiek No i ok ale nadal - czym to się różni od marketingu politycznego? Wydawało mi się, że tego typu reklamy to w okolicach wyborów to nic dziwnego.

Natomiast innym tematem jest, czy to zostało legalnie opłacone, z KW Trzaska. I na to do tej pory sztab trzaska nie odpowiedział, przez co mam przypuszczenie, że nie

@JapyczStasiek Nie jest, o ile to KW miała podpisaną umowę z tą austriacką-węgierską firmą. A czy ma...hmmm no wydaje mi się gdyby miała to by szybko zamknęli temat

Zaloguj się aby komentować