Dawno nic nie dopisywałem, więc trzeba ponadrabiać zaległości.
Kolejnym sosem, który chciałem omówić jest: Rokita, marki własnej sklepu z ostrymi sosami.
W opisie czytamy: Całości nadaliśmy swoistego „pazura” za pomocą naszej specjalnej mieszanki przypraw, z której jesteśmy naprawdę dumni – dzięki niej jego smak jest tak wyrazisty i nietuzinkowy.
Ani trochę "wyrazisty" ale zdecydowanie "nietuzinkowy". Ale do tego zaraz dojdziemy.
Ostrość sosu na własnej skali sklepu to 7/10, czyli bliżej już górnej części tabeli ostrości. Problem jest z nim, że o ile nie jest zauważalnie ostrzejszy patrząc ze strony paszczy i objawów (nie piecze jakoś wyjątkowo mocno, nie łzawią oczy i nie leje się z nosa wyjątkowo bardziej niż "zwykle"), o tyle w żołądku... w żołądku "specjalna mieszanka przypraw" daje jednoznacznie nieprzyjemne uczucie. I to nie jest nic w rodzaju "zjadłem coś ostrego, teraz będę czuł to przez całą drogę przewodu pokarmowego" tylko raczej "wypiłem dwa łyki octu na pusty żołądek i teraz żałuję".
Sam sos nie ma smaku jako takiego, bo smakuje po prostu "ostrym sosem": zjadłem coś i czuję że jest w tym kapsaicyna, więc obiecywana "wyrazistość" nie istnieje, z kolei "nietuzinkowość" tak jak napisałem, odzywa się w żołądku, głownie poprzez myśl "czego oni tam napchali i po co?".
Moja ocena: max 1,5/5, nie polecam.
#ostrejedzenie #ostresosy

