Czeski wspinacz kończy drogę (7b+), wpina się w stanowisko i zaczyna zjazd. Wtedy dzieje się coś, co nie powinno mieć miejsca: wyrywają się oba punkty stanowiskowe. Gość leci w dół, a trzeci punkt (pierwszy przelot pod stanem), który powinien go wyłapać, też strzela. Efekt? 18-metrowa droga, a on zalicza lot niemal do samej ziemi, uderzając w półkę.


Problem polega na tym, że to rejony nadmorskie. Tamtejsze żelastwo zżera tzw. korozja naprężeniowa (SCC). Szpej może wyglądać z zewnątrz solidnie, ale od środka jest kruchy jak herbatnik. Te punkty miały ponad 25 lat – w tamtych czasach nikt nie brał pod uwagę, że morska sól i naprężenia zrobią z metalu taką miazgę.


To kolejna bolesna lekcja. Myślimy, że Grecja to cywilizacja, śmigłowce i szybka pomoc. Rzeczywistość? Chaos komunikacyjny (bariera językowa na linii alarmowej), ratownicy bez podstawowego sprzętu typu noszy czy szyn, którzy docierają po ponad dwóch godzinach. Wspinacz zmarł po 5 godzinach walki, właściwie w drodze do karetki.


Aby nikt z nas nie był w takiej sytuacji


https://wspinanie.pl/2026/03/tragiczny-wypadek-na-kalymnos/


#wspinaczka

Komentarze (0)

Zaloguj się aby komentować