Cierpimy bo jestesmy fragmentem. Bardzo malym fragmentem czegos bardzo wielkiego. Skora jest nasza granica miedzy bardzo malym ja i bardzo wielka cala reszta. I my te bardzo male fragmenciki wśród innych bardzo malych fragmencikow chcemy byc troche wiekszym i trochę wazniejszym fragmencikiem.

Jakże smieszne jest nasze poczucie wartości budowane na postach w social mediach patrząc na całość, caly kosmos, galaktyki i o! Patrzcie mam 500 lajkow pod zdjęciem z wakacji. To udowadnia jak wazna czescia wszechświata jestem.
Ale oczywiscie predzej czy później, a na pewno juz w srodku bezsennej nocy, dociera do nas prawda... ze nigdy nie będziemy prawdziwie szczęśliwi.

A co jakby... stac się całością. Rozplynac sie jak kropla w oceanie. Czy można miec kompleksy jesli nie wiesz gdzie sie zaczynaszi konczysz? Czy mozna chciec wiecej dla siebie gdy nic juz nie jest moje i nic nie jest ich?

Zrzucajac fizyczne granice moglibysmy byc czysta energia rozplywajaca sie w oceanie kosmicznej energii. Byc wszystkim i nikim, czuc wszystkie szczesliwe i tragiczne chwile wszystkiego co zylo i nad kazdym z tych naszych istnien pochylic sie z troska, miloscia, zrozumieniem i wyrozumialoscia.
Poczuc sie caloscia.

Tak wyobrazam sobie idealne zakonczenie zycia. I jestem pewien ze tak jest. Tylko to ma sens. Nieistnienie i nicosc nie maja sensu.
rakokuc

@NatenczasWojski

Tak wyobrazam sobie idealne zakonczenie zycia. I jestem pewien ze tak jest. Tylko to ma sens. Nieistnienie i nicosc nie maja sensu.

Terry Pratchett kiedyś napisał taką mądrą myśl, że po śmierci każdego czeka to w co wierzył za życia.


Także jestem pewien, że w twoim wypadku będzie tak, jak ty sobie to wyobrażasz. I jeśli to ci daje spokój, to bardzo dobrze.

NatenczasWojski

@rakokuc pamietam ten tekst, bardzo utkwil mi w pamieci. Raczej marne szanse zeby tak bylo, ale byloby to bardzo fajne rozwiazanie problemu tego co po smierci.


Generalnie, jesli w momencie smierci nasza percepcja czasu by sie zmieniala i ten ulamek sekundy ostatniej swiadomosci rozciagal sie w nieskonczonosc to jak najbardziej mogloby tak byc ze zostajemy w tym co wierzylismy. Zawieszeni w nieskonczonie trwajacym uczuciu, takim jakie sobie samj wymyslilismy, w cierpieniu jak ktos wierzy w pieklo i uwaza ze zasluguje, albo w uczuciu bliskosci ze zmarla rodzina jesli to widzi w ostatniej chwili.

Zaloguj się aby komentować