#chujwieco #alkoholizm #ender
21.02.2026
No powiem Wam, że w nocy to się porobiło fest.
No ale do rzeczy... Wstaję rano niby wysłany. Zwlekam się z wyra 8:30. Ogarniam wzrokiem wszystko co na nim leży i już mi coś nie pasuje. Tylko jeszcze nie wiem co. Ostatni blaster po Nasen miał wieczorem jeszcze trzy tabsy. Antydepresanty to samo. I się poważnie zastanawiam co to się odjebalo. No ale nic przespałem, rano jak zwykle lekko skołowany, przymknąłem trochę oko. Moja godzina i wbija do mnie rodzicielka z tematem w stylu - "musimy porozmawiać". Dalej nie łącząc kropek myślę sobie o co Jej chodzi. A Starsza opowiada mi baśń tysiąca i jednej nocy. Czyli wczoraj. Podczas kiedy wydawało mi się, że sobie smacznie śpię snem nieprzerwanym, wychodziłem 2 razy do kubka i raz do kuchni obijając się ciałem o wszystko co było po drodze. Jak to marka - nocy nie przespała, bo co chwilę milusiała mnie pilnować, żebym sobie tego głupiego ryja o coś nie rozwali. I w kuchni jeszcze byłem. Chciałem wziąć sobie szklankę nie wiadomo po co i do czego. Starsza przyszła na miejsce to tylko ze szklanką na półce i trzymając się blatu kiwałem się do przodu i tyłu.
A dzisiaj jak Sherlock Holmes próbuje poskładać sobie wczorajsza noc w jednolitą całość.
I tak jak się wczorajsza historia zaczyna, tak też się kończy. Nie wiem, ale to naprawdę k⁎⁎wa nie wiem. Jakim cudem ojebałem porcje leków na dwa dni.
Plan na dziś - zostawiłem sobie minimalną ilość tabsów, a resztę oddałem Starszej. To była ciężka noc. Dla mojej Matki.