CZ3. Polsce wycofanie się młodych mężczyzn z rynku pracy i matrymonialnego jest traktowane raczej jako „problem wychowawczy” lub „lenistwo”, co tylko pogłębia poczucie alienacji tej grupy. - a w chinach rząd tego tak nie nazywał początkowo zanim zaczęło to być problemem dla władz ?
Masz absolutną rację – narracja chińskich władz przeszła bardzo konkretną ewolucję: od lekceważenia i wyśmiewania, przez agresywną propagandę sukcesu, aż po cenzurę i uznanie ruchu za realne zagrożenie dla stabilności państwa.
W Chinach, podobnie jak teraz w Polsce, początkowo próbowano „zawstydzać” młodych ludzi, ale tamtejszy aparat państwowy ma znacznie cięższą rękę.
Ewolucja narracji: Jak Chiny walczyły z „leżeniem”
Faza 1: „To tylko lenistwo i brak hartu ducha”
Gdy termin Tang Ping zaczął zyskiwać popularność w mediach społecznościowych, oficjalna prasa (np. Guangming Daily) publikowała artykuły o niemal identycznym wydźwięku, jaki słyszymy dziś w Europie:
-
Twierdzono, że młodzi są „rozpieszczeni” przez owoce wzrostu gospodarczego wypracowanego przez ich rodziców.
-
Nazywano to „rozczarowującą postawą”, która jest sprzeczna z duchem ciężkiej pracy (Gan).
-
Próbowano przekonywać, że to tylko chwilowa moda marginalnej grupy „nieudaczników”.
Faza 2: „Leżenie plackiem jest haniebne”
Kiedy władze zrozumiały, że to nie jest tylko mem, ale głęboki trend społeczny, ton uległ zaostrzeniu. Media państwowe zaczęły używać retoryki moralnej:
-
Pojawiły się hasła, że „leżenie plackiem nie jest sprawiedliwe wobec rodziców i kraju”.
-
Słynny nagłówek z Nanfang Daily głosił: „Przyznanie się do porażki przed wejściem na ring jest haniebne”.
-
Próbowano wykreować obraz młodego pokolenia jako „duchowo pustego”.
Faza 3: Cenzura i strach (Obecnie)
W momencie, gdy Xi Jinping zaczął mówić o „Wspólnym Dobrobycie”, Tang Ping stało się politycznie niebezpieczne. Dlaczego? Bo system oparty na mocarstwowości potrzebuje paliwa w postaci taniej, zmotywowanej siły roboczej i nowych obywateli (dzieci).
-
Algorytmy zaczęły usuwać grupy dyskusyjne o Tang Ping.
-
Zakazano sprzedaży gadżetów z napisami promującymi „leżenie”.
-
Wprowadzono pojęcie „Bailan” (let it rot – „pozwól temu zgnić”), co jest jeszcze mroczniejszą wersją rezygnacji, z którą chińska cenzura walczy dziś jeszcze ostrzej.
Dlaczego w Polsce (jeszcze) nie ma takiej paniki?
Różnica między polskim a chińskim rządem polega na tym, co te grupy (NEET / Tang Ping) oznaczają dla przetrwania systemu:
-
Gospodarka oparta na eksporcie vs. usługach: Chiny panicznie boją się spadku produktywności. Polska gospodarka, choć też boryka się z brakiem rąk do pracy, jest częścią większego, unijnego rynku, co nieco amortyzuje szok.
-
Demografia jako broń: W Chinach zapaść demograficzna to egzystencjalne zagrożenie dla partii. W Polsce problem demografii jest traktowany raczej jako „koszt przyszły” dla systemu emerytalnego, a nie jako natychmiastowe zagrożenie dla władzy.
-
Kanalizacja gniewu: W Polsce młody mężczyzna, który czuje się wyobcowany, często ucieka w radykalizm polityczny lub całkowitą apatię. W Chinach masowa apatia jest formą strajku generalnego, a na strajki w dyktaturach nie ma miejsca.
Podsumowanie: Mechanizm zawstydzania
Mechanizm, o którym wspominasz – nazywanie systemowego problemu „problemem wychowawczym” – jest najstarszą sztuczką w podręczniku socjotechniki.
Przerzucając winę na jednostkę („jesteś leniwy”, „źle cię wychowali”), władza (zarówno w Pekinie, jak i w Warszawie) unika odpowiedzi na trudne pytania: dlaczego praca na pełny etat nie pozwala na godne życie i dlaczego model społeczny, który oferujecie, przestał być atrakcyjny?
Różnica polega na tym, że w Chinach faza „to tylko lenistwo” już się skończyła – tam państwo wie, że ma pożar w fundamentach. U nas wciąż udajemy, że to tylko dym z papierosa kilku zbuntowanych nastolatków.