Sąd 1. instancji skazał Sebastiana M. na 8 lat pozbawienia wolności. Tylko 8 lat, a zarazem aż 8 lat, bo wyższej kary za nieumyślny wypadek nie da się wymierzyć.
Z pewnością MAKSYMALNA możliwa kara jest adekwatna do wagi popełnionego czynu. Trudno sobie wyobrazić, by śmierć trzech osób spowodowana w wyniku tak szaleńczej jazdy zasługiwała na zmniejszony wymiar kary. O taką karę wnosiła prokuratura.
Nie można mieć pretensji do prokuratury, że w akcie oskarżenia zarzuciła Sebastianowi M. popełnienie nieumyślnego wypadku. Prokurator podejmuje decyzję, jaką kwalifikację przyjąć, bazując na dotychczasowej interpretacji przepisów. Wybiera kwalifikację, która najbardziej pasuje do danej sprawy i którą da się obronić w sądzie. Artykuł 177 k.k. był bezpieczną opcją.
To, że za wypadek grozi "tylko" 8 lat więzienia wynika z tego, że przepis o wypadku obejmuje przede wszystkim nieostrożne zachowania w normalnym ruchu. Ktoś się zagapi, ktoś nieco przekroczy prędkość i zdarza się wypadek. 8 lat za zwykłą nieostrożność to dość dużo.
Problem w tym, że do tego samego worka wrzuca się zupełnie nieporównywalne sytuacje. Zwykłą nieuwagę i niezwykłą, ekstremalną brawurę.
Jazda z prędkością 300 km/h to nie zwykła nieostrożność. To zachowanie od początku skrajnie groźne, które nie ma prawa się zdarzyć. A taka prędkość uniemożliwia kierowcy jakąkolwiek sensowną reakcję na sytuację na drodze.
Gdy 100 lat temu myślano o zabójstwie z zamiarem ewentualnym, czyli "godzeniu się" na skutki, nie wyobrażano sobie takich pojazdów i takiej brawury. W doktrynie mówi się nawet, że godzenie się to "zamiar wynikowy". Chodzi o wynik skrajnej brawury, co prawda niechciany, ale jednak taki, z którym pirat drogowy się liczy i mimo to ryzykuje.
Dlatego staram się przekonywać prawników w togach, by o zdarzeniach drogowych nie myśleli wyłącznie w kategoriach "wypadków". Czasami są to po prostu zabójstwa, zagrożone minimum 10 latami więzienia.
Chodzi o to, by stosując prawo karne adekwatnie NAZWAĆ tę skrajną brawurę. "Wypadek" to jednak mało dobitne określenie.