Atlanta Hawks wchodzili w sezon z wysokimi oczekiwaniami i łatką pewnych play-offów, bo przecież dokonali w offseason znaczących wzmocnień (Kristaps Porzingis, Nickeil Alexander-Walker), a Jalen Johnson i Dyson Daniels już w zeszłym roku zrobili wystarczający postęp, żeby uznawać ich za trzon ekipy ze Wschodu.
Wczesna kontuzja Trae’a Younga wcale nie odbiła się negatywnie na wynikach zespołu. Co więcej, Hawks w tym okresie byli znacznie lepsi, a Quin Snyder przedefiniował ich tożsamość z heliocentrycznego, ofensywnego zespołu na drużynę opartą na innym stylu gry i kolektywności. Bez ich lidera - który, swoją drogą, odpowiadał dotąd za 30% wszystkich akcji, które kończą się rzutem z gry lub wolnym albo stratą - postawili ciężar na kreowanie gry po kontratakach. Ostatecznie w tym okresie mieli najlepsze transition w lidze i nie powinno to dziwić.
Patrząc na ich skład - dość długi i atletyczny na pozycjach 1-4 (bez Younga) - taka forma koszykówki sprawdza się lepiej, niż klepanina w ataku pozycyjnym.
Nieobecność Younga wymusiła także bardziej drużynowe podejście do dystrybucji piłki. Rolę pierwszoplanowych rozgrywających przejęli Jalen Johnson i Dyson Daniels, którzy w tym okresie notowali odpowiednio 8,8 i 6,3 asysty. Hawks jako jedyny zespół NBA przekroczył wówczas średnią 30 rozdawanych asyst.
Defensywnie byli dość chwiejni na przestrzeni tego czasu, bo jednak cały czas zmagają się z problemami kadrowymi na pozycji centra. Można już zapomnieć jak wygląda Porzingis, Okongwu ma 208 cm, Daly wypadł na cały sezon z kontuzją kolana, a Gueye ma momenty, ale to jeszcze nie jest materiał na jakościowego środkowego w pierwszej piątce. Nie zmienia to faktu, że bez Trae’a oddawali rywalom 114,1 punktu na 100 posiadań (11. miejsce w lidze), a od jego powrotu 124,8 punktu na 100 posiadań (29. miejsce).
Od kiedy Young znów jest na boisku, Hawks jeszcze nie wygrali ani jednego z siedmiu rozegranych meczów i we wszystkich dali rywalom wrzucić sobie przynajmniej 126 punktów - przy czym Bulls walnęli im 152 “oczka”, a Thunder dziś w nocy 140.
Według poważnych amerykańskich źródeł Trae Young jest na transferowym bloku. O parę lat za późno. To jest już drużyna Jalena Johnsona i w oparciu o niego powinna być budowana. Zobacz, że względem ubiegłego sezonu liczba rzutów z gry wzrosła mu z 15,1 do 16,6, a liczba punktów z 18,9 do aż 23,7. Johnson jest niezaprzeczalnym All-Starem i jego miejsce jest w top3 skrzydłowych na Wschodzie.
Nie wiem, kto pokusiłby się na Younga, który potrzebuje za sobą bardzo jakościowej defensywy, która będzie potrafiła go schować. Minnesota Timberwolves przychodzą mi do głowy jako najlepszy fit z Rudym Gobertem za plecami, jeśli udałoby im się pozbyć w jakiejś paczce Juliusa Randle’a, a jednocześnie też nie oddawać Jadena McDanielsa. Ich palącą potrzebą jest pozyskanie rozgrywającego.
Wiele źródeł mówi otwarcie, że wartość Trae’a jest w tym momencie niska. Dallas Mavericks go nie chcą, choć Hawks łączeni są z Anthonym Davisem. A Wy gdzie widzicie Younga ?
#nba
