Arielka zwana kozą, anielka, adżelką. Trafiła do nas po smierci naszego najstarszego kota kiedy to nasze myślenie zmienilo sie z "cztery koty to za dużo" na "były cztery to znowu musi byc cztery". Wzięta z fundacji. Byla po jakims wypadku po którym straciła wladze w tylnich łapach. Jak ja braliśmy była już wyleczona ale lekki niedowład jej zostal i ma jakies zaburzenia neurologiczne w stylu padaczki podczas snu. Jak do nas trafila dala nam w kość bo uwielbiala sikać w pościel. Byliśmy juz bezradni ale wszystko ustało po tym jak przeprowadziliśmy sie do nowego mieszkania. Arielka miala byc juz ostatnim kotem, po przeprowadzce zdecydowalismy sie jeszcze na piesa - Zośkę a potem drugiego piesa Maćka. A potem to już poszło z górki. Szkoda gadać...




