Może spółki i firmy nie przenosiłyby się do rajów podatkowych, gdyby rządy nie musiały ździerać absurdalnych haraczów celem pokrycia wszystkich państwowych wydatków, które i tak skutkują permanentym deficytem? Niemożliwe w postkeynesistowskich realiach i systemie opartym o nieistniejący pieniądz.
Przed Wielkim Kryzysem, w państwach zindustrializowanych stawka podatkowa przekraczająca 15% była czymś niespotykanym, dopiero od 1929 i implementacji założeń Keynesa wzrosło to gdzieniegdzie do progów sięgających blisko 90%. To samo w Europie po wdrażaniu założeń państwa opiekuńczego, które robi z obywateli leniwych kretynów.