Hejto.pl

888 + 1 = 889


Tytuł: Kandydat

Autor: Jakub Żulczyk

Kategoria: literatura piękna

Ocena: 7/10


#bookmeter


***


Całe swoje życie robił wszystko, by traktowano go poważnie. W końcu został Prezydentem. Ale nawet bycie Prezydentem nic nie zmieniało – wciąż miał to okropne podejrzenie, że wszyscy się z niego śmieją, gdy tylko odwraca głowę.


Etap marketingu zaczął się jeszcze zanim ta książka pojawiła się na rynku. Pamiętam, że pomysł na jej promowanie bardzo mi się spodobał – pan Żulczyk poinformował wówczas, że napisał książkę o prezydencie, a jej tytuł będzie jednowyrazowy. Jeśli los sam daje człowiekowi takie szanse , to należy je wykorzystywać, tak uważam. Nie wiem na ile ta kampania reklamowa była skuteczna, ale akurat mnie przypadła ona do gustu.

Później – jej, to już rok temu! – miałem okazję być na spotkaniu z panem Żulczykiem, spotkaniu dotyczącym Kandydata właśnie_._ O ile autor nie zdradzał, co naturalne, szczegółów (ani nawet chyba nie zdradzał ogółów, o ile dobrze pamiętam) dotyczących fabuły, tak opowiadał trochę o pierwowzorach występujących w książce postaci (to akurat jest baaardzo czytelne, nawet jeśli ktoś w ogóle nie interesuje się polityką, ale nie żyje całkowicie odcięty od świata gdzieś w leśnej ziemiance) i mówił również dużo o tym, jak braki z dzieciństwa, szczególnie brak takiej zwykłej, bezwarunkowej miłości rodziców do dziecka wpływa na późniejsze tego dziecka życie. I chyba właśnie o tym jest ta książka. Albo ja się tamtą rozmową tak bardzo zasugerowałem, że interpretacja autora wpłynęła na moją jej interpretację.


Cała akcja książki zamyka się w jednym dniu, w dniu drugiej tury wyborów prezydenckich. Obecnemu, jeszcze urzędującemu Prezydentowi sondaże dają sporą przewagę nad Tym Drugim. Wszystko wydaje się już być rozstrzygnięte, aż tu nagle (inaczej nie byłoby przecież całej historii) pojawia się informacja o tym, że pewien Reporter wszedł w posiadanie materiałów, które mogą skompromitować Prezydenta i że właśnie próbuje te materiały sprzedać. Tak rozpoczyna się ta książka.


Kandydat opowiedziany jest za pomocą śledzenia w ciągu tego jednego dnia dwóch bohaterów – Prezydenta i Reportera. Obaj są zmęczeni, obaj mają dość, obaj chcieliby już odpocząć. Obaj jednak robią swoje bo swoje robić trzeba. Za oboma ciągnie się też ich przeszłość, bo obaj w swoim życiu sporo nagrzeszyli. Żadnego z tych dwóch bohaterów nie udało mi się polubić, żadnemu nie kibicowałem. Może trochę im współczułem, bardziej jednak Prezydentowi niż Reporterowi, a współczułem mu tym bardziej, im bardziej poznawałem jego historię. Jasne, Prezydent zrobił rzecz bardzo złą, jasne, sprawa została zatuszowana, ale było to wynikiem tego, że Prezydent od początku, od samego dzieciństwa był przez kogoś rozgrywany. Świetnie udało się panu Żulczykowi stworzyć postać człowieka, który (tak mi się wydaje) został wepchnięty na to miejsce, na którym się znalazł. Jego chyba największą winą (Prezydenta, nie pana Żulczyka) było to, że był pierdołą i nie umiał się postawić. Z drugiej jednak strony nikt go przecież tego nie nauczył.


W ogóle w tej książce nie ma chyba postaci, którą można by polubić, a jeśli już pojawiają się takie, a pojawiają się dwie, to jest ich w tym wszystkim na polubienie zbyt mało, choć na współczucie wystarczająco. Mimo tego Kandydat to dość ciekawa książka pokazująca, że w polityce są co najmniej dwie prawdy – ta prawdziwa i ta na pokaz. Nie jest to może pan Tom Clancy, daleko Kandydatowi do tego, ale fabularnie wszystko się zgadza, językowo jest nieźle, a czytelniczo książka potrafi wciągnąć – ja wciągnąłem ją w ciągu jednego dnia i nie miałem ochoty jej odkładać.

ea242ff4-9117-4d0a-a8c8-36a75a388a52

Komentarze (0)

Zaloguj się aby komentować