784 + 1 = 785


Tytuł: Smok odrodzony

Autor: Robert Jordan

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Format: książka papierowa

ISBN: 9788381168458

Liczba stron: 864

Ocena: 7/10


Dostrzegam już, że wstawianie wpisów do kolejnych tomów będzie się stawało coraz trudniejsze; nawet jeżeli wydarzą się w nich rzeczy istotne/ciekawe/niespodziewane (niepotrzebne skreślić), to tak czy siak utoną one w standardowej otoczce. Nie jest to dla mnie wada per se, bo dalej czyta się to niezgorzej - po prostu ciężko tutaj zawiesić na czymś umysł na dłużej, doświadczenia przychodzą i odchodzą bez większego poruszenia z mojej strony.


Zupełnie nie jestem fanem wybrańców, którzy po krótkim szkoleniu w jeden księżyc samym swoim potencjałem mogą bić na głowę profesjonalistów z wieloletnim doświadczeniem. Tutaj właśnie coś takiego się zapowiadało i w sumie po części nawet ziściło, ale, będąc szczerym, po tych 2000 stron - podczas których wewnętrznie minął na oko rok, bohaterowie, jakby nie patrzeć, faktycznie sporo przeżyli, szkolili się pod okiem prawdziwych fachowców, no a poza tym to wokół nich kręci się przecież - dosłownie i w przenośni - cała ta historia - nawet człowiek nie zwracał na to większej uwagi. Czytałem znacznie, znacznie gorzej zrealizowane tego typu motywy.


Fabuła ponownie rozdziela drużynę, obiera każdemu nowe cele, rzuca jednocześnie kłody pod nogi, a w trakcie tułaczki niektórym z nich ukazuje nowe rewelacje, by wreszcie mnogością zrządzeń losu sprowadzić całość do jednego punktu. Czy wszystkie fragmenty i epizody są porywające? Oczywiście nie, choć ponownie próby przyjętych - tym razem Elayne - wsadzają bohaterkę do emocjonalnej maszynki do mięsa i fundują czytelnikowi swój specjał: więcej pytań niż odpowiedzi.


Tak jak Nyaneve, Egwene i Elayne już po pierwszym przekroczeniu progów Tar Valon nie za bardzo wiedziały, komu powierzyć swoje zaufanie, tak wydarzenia tej książki spotęgowały to wielokrotnie i zmuszają dziewczyny do szukania oszustw w spiskach, półprawd w każdym zdaniu, dosłownego cienia w każdym kącie i po prostu trzymania języka na wodzy w każdym momencie. Takie uwypuklenie nowego wymiaru nieufności w społeczności, która domyślnie nie papla o wszystkim na prawo i lewo jest czymś intrygującym.


Lekkie zastrzeżenie mogę mieć wobec czasu spędzanego z konkretnymi bohaterami: niekiedy potrafi to być kilka rozdziałów z rzędu, by po stu stronach wrócić do wcześniej przerwanego - w może i dosyć sensownym punkcie, ale jednak - wątku.


Do tego zabrakło tu jeszcze jednej rundy korekty, gdyż kilka razy zdarzyło mi się zauważyć pomieszany szyk zdania albo w ogóle 2 przeplecione sensem sentencje. Zdarzył się też brak myślnika lub zamiana płci. Ponadto ktoś chyba bardzo lubi przecinki; sam zaliczam się do tych osób, no ale bez przesady. Tutaj przykład: "[...]zdawała się czekać. Czekać, aż coś, wybuchnie".


Obiecałem sobie, że przy lekturze będę wypisywał więcej notatek pomagających przy pisaniu tych wpisów, ale tutaj po prostu ciężko znaleźć coś dostatecznie charakterystycznego, by zapaliła mi się lampka każąca sięgnąć po notatnik.


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #robertjordan #koloczasu #zyskiska #ksiazkicerbera

f04e0a65-da98-4d45-b744-ba6a6acfff98

Komentarze (0)

Zaloguj się aby komentować