36 189 + 2*16 + 62 = 36 283
Jeden tylko dpd i dzisiejsze samozaoranie czyli #szosowypierwszyrazwgorach. Dystans 62 km nie zrobiłby na mnie większego wrażenia w domowej płaskopolsce, ale góry to jest zupełnie inna jazda. Prawie 1100 m podjazdów, w tym rekordowe 19% - nie dałem rady i było chodzone. Dla porównania, przy ostatnich 112 km "u siebie" podjazdów było 700 metrów, ale zupełnie nieodczuwalne.
Na zjazdach dzisiaj także grubo, już rozumiem tych piszących, że hamulce szczękowe nie hamują, lecz spowalniają. Póki co problem załatwię swissstopami bxp, a w przyszłym roku dołożę kilka stów do planowanej wymiany kół i kupię tarcze.
Dodatkowo znowu pokręciłem z trasą w komoocie i 3-kilometrowy fragment idealny dla MTB czy graveli, załatwił mi pierwszą w tym roku wymianę dętki.
Reasumując, ciężko jest jeździć po górach ważąc 111 kg. Tym bardziej gdy dzień wcześniej wypiło się 6 piw.
PS. 1000 km w tym roku przebite.
#szosa #rowerowyrownik




