Mercury był postacią tragiczną. Co prawda zbok i narkoman, ale też nie mam wątpliwości, że był to wielki talent. Potrafił zrobić muzykę i przedstawienie dla milionów, mas ludzkich, a jednocześnie nie wiało to tandetą. Dzisiejsi "artyści" w tej branży robią muzykę na żenująco niskim poziomie i nie nawet nie zbliżają się do poziomu Queen.
Ponoć Mercury cierpiał z powodu uzależnienia od seksu, które przerodziło się w zboczenia biseksualne i cierpiał, żałował że skrzywdził swoją jedyną miłość, Marie Austin. To jej w testamencie przepisał cały swój majątek.