1027 + 1 = 1028
Tytuł: Elryk z Melniboné
Autor: Michael Moorcock
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Amber
Format: audiobook
ISBN: 8370822630
Liczba stron: 182
Ocena: 2/10
Elryk, zblazowany władca pogrążającego się w coraz większej dekadencji państwa Melnibone’, musi bronić siebie i swej ukochanej Cymoril przed intrygami bezwzględnego kuzyna, pragnącego przejąć władzę.
Kolejny klasyk fantasy, który miał w sobie ogromny potencjał, ale przez kiepski warsztat autora zestarzał się jak mleko. Pomysł wyjściowy na protagonistę był ciekawy, lecz niestety, zamiast zapowiadanego pełnokrwistego antybohatera, otrzymujemy użalającego się wiecznie nad sobą emo, mającego w dodatku wyraźny problem z logicznym myśleniem. Niestety, na problem ów cierpią wszyscy bohaterowie książki. I złośliwie dodam, że musiał cierpieć na niego także autor, bo logika i spójność świata przedstawionego leżą i kwiczą, fabuła posuwa się do przodu jedynie dzięki nieustannym deus ex machina. O właśnie, jeśli już jesteśmy przy świecie przedstawionym – tu również był spory potencjał, jednak motyw dystopijnego, chylącemu się ku upadkowi państwa, zarządzanego przez krwiożercze elity, o wiele, wiele lepiej przedstawiła Suzanne Collins w Igrzyskach śmierci.
Po sagę o Elryku sięgnęłam głównie dlatego, że czytałam tu i ówdzie o kontrowersjach, jakie wywołały podobieństwa między nią a Wiedźminem. I owszem, widać parę ewidentnych inspiracji po stronie Sapkowskiego, ale takich, które ujdą w tłoku, a poza tym i tak pojawiały się u innych twórców fantasy. Swoją drogą, porównywanie serii Moorcocka i Sapkowskiego to zdecydowana obraza dla talentu i ciężkiej pracy tego drugiego.
PS: Najdziwniejszym elementem tej książki było miejsce final battle, czyli… jaskinio-pochwa xDD Kurde, jak to przeczytałam, to miałam deja vu z Walaszka, tyle, że Moorcock potraktował rzecz całkowicie na serio, WTF
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter
