Skarby z polskich strychów

Skarby z polskich strychów

hejto.pl
Znalazłeś na strychu skrzypce Stradivariego, Stainera lub innego znanego lutnika? Niekoniecznie jest to powód do nadmiernej radości, najprawdopodobniej nie wygrałeś w życiowej ruletce. Pozostawiony przez dziadka na strychu instrument to w dużej pewności manufaktura z przełomu XIX i XX wieku. Zbudowany na pograniczu niemiecko-czeskim. Jego wartość jest zmienna, w zależności od stanu. Niestety, po przeleżeniu dekad, aby znów zagrał, wydasz często więcej niż będzie wart po korekcie. 

Saksonia i czeski region przygraniczny — to właśnie tam powstały najpopularniejsze w naszym kraju instrumenty manufakturowe. Pomijając jakość tych instrumentów, nakreślę krótki rys historyczny ich powstawania. 
Z Saksonii, uznawanej od wieków za kolebkę lutnictwa niemieckiego, pochodziło wielu wybitnych lutników, lecz to nie o nich będzie tutaj mowa. Na początku XIX wieku lutnicy z owego regionu produkowali rocznie około 18 000 skrzypiec. Był to okres rewolucji przemysłowej w całej Europie. Rzemieślnicy specjalizowali się w wykonywaniu jednego fragmentu instrumentu, jedna rodzina wykonywała główki, inna podstrunnice a jeszcze inna boczki itd. Skutkowało to możliwością szybkiej ekspansji na całą Europę i później w świat. Ten wysoce wydajny podział pracy sprawił, że w pewnym okresie instrumenty te obejmowały 40% światowej produkcji. Były to tanie alternatywy, dzięki którym kultura muzyczna Europy, a później USA rozwinęła się do ogromnych rozmiarów. Miasteczko Markneukirchen do dziś nazywane jest niemiecką Cremoną.

Większość z tych instrumentów była tworzona bardzo budżetowo, drastycznie odbiegając od dobrych lutniczych dzieł. Dzisiaj te prace stanowią dobrą alternatywę dla chińskich instrumentów fabrycznych. Jednakże, często wymagają gruntownej korekty, która w dobie rosnących cen nie jest opłacalna. Brak klocków, belka samoróbka, zła menzura, podstrunnica nadająca się jedynie jako łyżka do butów… to tylko część problemów, które sprawiają, że tamte instrumenty wymagają wielu godzin pracy współczesnych lutników chcących przywrócić je do życia.  

W gąszczu negatywnych informacji dam jednak iskrę nadziei. Poprzez spore dysproporcje w budowie tych instrumentów, bywały prace zbliżone do współczesnego kanonu. Zdarzały się perełki, może niekoniecznie wizualne, ale na pewno dźwiękowe. Często też dzisiejsi lutnicy doprowadzają te instrumenty do swojej świetności. Wkładając w nie ogrom pracy sprawiają, że dzisiaj rozbrzmiewają w wielu szkołach i orkiestrach.
#lutnik

Komentarze (0)

Zaloguj się aby komentować