Prin Lomros okazał się perfumiarzem wyjątkowo płodnym, na tyle, że jedna marka to za mało, potrzebował co
Prin Lomros okazał się perfumiarzem wyjątkowo płodnym, na tyle, że jedna marka to za mało, potrzebował co najmniej trzech. Dostałem od @fryco mnóstwo mikro sampli, więc z niektórych zrobiłem jakieś notatki.
Prissana / Haxan
Zapach zielony w beztroski sposób: rumianek, zioła, siano, wszystko podszyte lekkim czystym zwierzakiem. Ewoluuje w kierunku siana i owczej wełny, co przypomina mi zapach dziadkowej zagrody z owcami, chyba jednak nie chcę tak pachnieć.
Prissana / Mandarava
Milusi cywecik w otwarciu, nie żartuję, naprawdę, niby zwierzak, ale jakiś taki fajny. Trochę aldehydów i mnóstwo egzotycznych kwiatów. W tle szczypta kminu, cynamonu i indyjskie kadzidełka sandałowe (nie mylić z kadzidłem). Trudno mi więcej wyłuskać, profil jest upojenie kwiatowy, rozbudowany i wciągający. Niebywale przyjemne pachnidło.
Prissana / Nefer
Początek zdecydowanie należy do kminku i trochę mnie odrzucił. W ciągu kilku minut dodatkowo daje się wyczuć gałkę muszkatołową i smużkę zielonego kadzidła podobnego do Ma Nishtana, które stopniowo zostaje ocieplone mirrą i wówczas się robi przyjemne. Przysiągłbym, że w drydownie skrywa się gdzieś goździk, bo jest delikatny efekt rozgrzanego tonera, będący najczęściej skutkiem złożenia kadzidła z goździkiem właśnie.
Prissana / Tom Yum
Bez jaj, dosłowne odwzorowanie aromatu zielonego tajskiego curry: na początku dużo limonki, trawa cytrynowa i imbir. Brakuje mleka kokosowego i cienkich pasków wołowiny. Dawno nie jadłem, muszę koniecznie zrobić. Zejebiste.
Strangers Parfumerie / A la folie
Pudrowe kwiaty na słodkiej, kremowej, tonkowo-waniliowej bazie. Wanilia podana w formie budyniowej, spożywczej, co dla mnie okazało się nieprzyjemnie mulące, a na domiar złego jeszcze mocarne. Zdecydowanie damskie.
Strangers Parfumerie / Burning Ben
Mocny alkohol w otwarciu z drzewną nutą beczki, ale nie whisky, raczej koniak lub brandy. Zaraz jednak robi się gorzko, dymnie wręcz, za sprawą ciemno palonej kawy, dla mnie zbyt ciemno, bo kojarzą mi się z taką byle jaką zwęgloną i zmieloną kawą z marketu. Odrobina słodyczy, ale sprawia, że aromat kawy z czasem coraz bardziej zaczyna przypominać gorzką czekoladę, ale też pojawia się mały zwierzak. Drydown trochę płaski, paczulowo-dziegciowy. W sumie niezłe pachnidło, zmienne i obudowane o ciekawe detale.
Strangers Perfumerie / Cigar Rum
Początek jest alkoholowy, naprawdę realistycznie oddany zapach rumu. Na szczęście, bo kto by chciał realistycznie pachnieć gorzałą, po chwili alkohol ulatuje i z rumu zostaje aromat szklanki po rumie. Wówczas dołącza owocowy zapach rodzynek, a może suszonych śliwek. W bazie słodycz utemperowana została tytoniem i labdanum, dzięki czemu nie jest przesadzona, ani słodyczowa. Bardzo przyjemne perfumy.
Strangers Parfumerie / Cherry Amaretto
Ultrasłodka landrynka truskawkowo-wiśniowa, bardzo dosłownie pachnie jak owocowe słodycze, czyli nie dla mnie to.
Prin / Ganja Kasturi
Spodziewałem się chyba czegoś mocno zielonego, a tu mała niespodzianka. W otwarciu owszem, czuć konopie podbite aldehydami w stylu Study 23. Wkrótce jeszcze obiera kierunek animalny, piżmowo-cywecikowy z elementem kamforowym.
Ilustracja: freepik
#perfumy #recenzjeperfum #smrodysaradonina

