Pojawił się pomysł, żeby eksportować wykopowe animedyskusyjne wypociny spoza wykopu na hejto, więc dołączam się
Pojawił się pomysł, żeby eksportować wykopowe animedyskusyjne wypociny spoza wykopu na hejto, więc dołączam się do trendu i będę robił tutaj przeklejki.
Beck: Mongolian Chop Squad
Beck po raz pierwszy oglądałem kilkanaście lat temu. Dla mnie jest to tytuł z żelaznej klasyki i pomyślałem, że warto by o nim coś skrobnąć. A przed skrobnięciem warto sobie oczywiście materiał odświeżyć, więc poleciał rewatch.
Yukio Tanaka jest delikatnie zagubionym czternastolatkiem, które nie bardzo wie co chce w życiu robić. Z marazmu wyrywa go dawna koleżanka, z którą uczęszczał do szkoły kaligraficznej. Podczas wspólnych wypadów na miasto poznaje bardzo alternatywne towarzystwo, w tym pewnego muzyka, którego pies go niedawno ugryzł. Ten pies nazywa się Beck i właśnie na jego cześć nazywa się ta seria xD
Tytuł składa się z dwóch części. Pierwsza, jak nietrudno zauważyć, to muzyczna. Dotyczy ona pogoni za marzeniami, realizacji siebie poprzez pasję oraz szukanie swojego miejsca w świecie. Drugi element, to coming of age, mocno osadzony w środowisku muzycznym, ze wszelkimi tego konsekwencjami. Wejście w subkulturę, poznawanie wielu nowych ludzi, pierwsze zauroczenia i pierwsze gorzkie lekcje jakimi manipulatorkami potrafią być baby. Przyjaźnie, rywalizacje i konflikty w grupie przyjaciół. Wszystko to zostało przedstawione bardzo organicznie i trzyma fajny klimacik.
Anime jest... bardzo mało japońskie. Dotyczy to przede wszystkim muzyki w nim występującej - nie uświadczymy tu żadnego jpopu czy jrocka, wszystkie utwory to rockowo-grungowe kawałki śpiewane po angielsku. Albo inaczej, trochę po angielsku, trochę po engrishowemu, albowiem niektórzy VA radzą sobie lepiej, inni gorzej. W ogóle bardzo dużo w tej serii jest Ameryki, począwszy od wychowanego w stanach rodzeństwa, które ma spore opory do zaadoptowania się w japońskiej rzeczywistości, po wielki cel naszych bohaterów - trasa koncertowa po USA. Podsumowując - bardzo dużo zaskakująco fajnej, zachodniej muzyki.
Beck niestety nie nadaje się do spożycia prosto po wyciągnięciu z pudełka i wymaga przyjęcia pewnej postawy, właściwie niezbędnej praktycznie dla wszystkich tytułów o tematyce muzycznej. Droga do sukcesu nie jest realistyczna i wiarygodna. Piszę to z niewielkim wahaniem, albowiem skąd ja mam wiedzieć jak wygląda taka droga, nigdy przecież nie byłem instrumentalnym brzdąkaczem o aspiracjach zawodowych... Mimo wszystko, something feels off. Druga sprawa - zaskakujące jest jak wiele mordobicia wymaga zrobienie kariery muzycznej. Praktycznie co drugi odcinek ktoś komu skuwa mordę, nieważne czy ma ku temu sensowny powód czy nie. Wynika to wprost z zadziwiającej fiksacji autora, który widzi świat muzyków rockowych w jakichś pseudo-gangsterskich kolorach.
Myślę, że ten tytuł powinien być obowiązkową pozycją w mangozjebskiej biblioteczce. Może i ma swoje wady, może się już trochę zestarzał i animacja trąci myszką, ale jest na tyle unikatowy, że kwalifikuje się jako seans z kategorii - poszerzamy horyzonty.
Na koniec oczywiście opening, nie podlega rozważaniu czy jest zły czy dobry, on jest już po prostu ikoniczny.