Plan był taki: po latach edt i parfum bleu znaleźć coś nowego. W miedzyczasie epizody z edt homme allure sport i edp dior homme (wiem, że wszystko nuda, ale lubię jak zapach nie jest nachalny i gubi się w tłumie).
Szedłem z myślą, że wybiorę dla odmiany jakieś z kopnięciem, TomForda albo coś od paco.
Po pięciu minutach wąchania miałem dość. Wszystko zaczęło być prawie takie samo, a jak się jakiś zapach wyróżniał, to w tę niepożądaną stronę
Z ciekawości psikane było też na nadgarstek HB alive intense - petarda zapach. Trzyma już jakieś 20h i problem na urodzinowy prezent dla mojej mam że tak powiem "załatwiony" - jej też przypadł do gustu. Gdyby tylko była męska wersja alive, mmmm..
Wracając do przesiadki na coś innego - no nie da się.
Trochę na siłę wziąłem YSL Le Parfum. Wydaje mi się, że jest w grupie tożsamej z bleu, na tę chwilę broni się nienachalnością i trwałością.
Brak mu wibracji jak u bleu w środku ekspozycji, jest za to słodszy, jednocześnie nie będąc mdłą landrynką.
Bardzo fajnie siada baza, jest intensywniejsza od bleu i odnoszę wrażenie, że w odróznieniu do bleu, przejście ze środkowego bukietu na podstawę jest bardziej płynne.
Czy uznałbym ten zapach w moim przypadku za rewolucję?
Absolutnie nie.
Czy robi efekt wow?
Hmm.. Raczej nie
Czy się spodoba Paniom?
.. (jakby któraś z miłych Pań na tagu się odniosła, to byłbym wdzięczny)
#perfumy

