#perfumy #recenzjeperfum


Honey and Deer Musk, Meleg Perfumes


Dzisiaj się trudne wylosowało XD


Nie wiem czy chcę żeby tak moja żona pachniała, czy ja mam sobie kupić flaszkę. Niby jest napisane, że damskie perfumy. Ja nie mogę nosa oderwać.


Czuć piżmo, kastoreum i całe bogactwo nut, które powodują podróż w świat zapachu. Jest cytrusowo-słodko-zwierzęco. Nawet mi się nie chce rozkładać tych perfum na składniki. Na początku w sumie przez pół godziny czuć było jak bodajże Opium, które mama w latach 90 dostała od ojca. Później już jedzie bez trzymanki. W porównaniu do dotychczas przetestowanych próbek te perfumy projektują dość solidnie, a tylko 3 psiki (z gównianego atomizerka) dałem na rękę.


Nie mam porównania z żadnym innym zapachem, dla mnie niepowtarzalne. Rozłożyło mnie na łopatki. Jest intensywnie, pociągająco, sensualnie (?).


Z pewnością puszczę dalej tę próbeczkę do kogoś, kto opisze zapach bardziej precyzyjnie. Jeszcze raz przetestuję i dalej idzie w świat, mam nadzieję, że z jedną flaszkę rozbierzemy tutaj (choćby dla żon/dziewczyn/konkubin/mam/babć/córek/cioć/kuzynek albo samych siebie). Perełka w zestawie. Ament.

Komentarze (10)

@pomidorowazupa jestem świeżak w temacie perfum ale popsikałem się koło 17 i dalej kurwa siedzę z ręką przy nosie....

@pomidorowazupa Tyle że tu nie jest na grubo wlane czuć że jest, za to daje taki vibe jakby feromonowy, a nie wali dupą zwierzaka. Super wyważone proporcje

@Grzesinek jest niesamowicie ciekawy, kurde nie wiem nawet jak opisać wrażenia dlatego napomknąłem o rozbiórce, bo sądzę, że warto mimo mocno uniseksowego wydźwięku

Zaloguj się aby komentować