„Pałac i Snus” W pałacu siedzi prezydent – mina niby surowa, lecz w kieszeni snus, a w głowie dziwna mowa. Wetuje wszystko jak burzę na niebie, bo łatwiej powiedzieć „nie”, niż pomyśleć o chlebie. Mówią, że kiedyś na trybunach krzyczał jak kibol, szalik na szyi, w oczach stadionowy symbol. A gdy przyszła władza, i złote salony, to został strażnikiem pieczęci – choć trochę zagubiony. Stary emeryt patrzy spod klatki schodowej: „Gdzie moje mieszkanie? Gdzie spokój domowy?” A w pałacu cisza, tylko dym z decyzji, i kolejne veto w państwowej telewizji. Gdy armia pyta: „Może trochę stali i broni?”, on kręci głową, jakby się bał własnej dłoni. SAFE gdzieś leży w szufladzie, kurz go przykrył cienko, bo ważniejsze, co powie prezes przez okienko. Tak płynie kadencja – weto za wetem, snus pod wargą, podpis pod dekretem. A ludzie się śmieją przez łzy i przez mrok: czy to pałac prezydenta… czy teatr na jeden rok. #poezja #polityka

Komentarze (0)

Zaloguj się aby komentować