Nauka, a polityka, czy jest różnica?
W 1884 roku pewien marynarz zachorował i zmarł. Jego ubrania wysłano do Yport w Normandii, gdzie siostra je uprała, wylewając pomyje które spłynęły w dół stromej ulicy. Na owej ulicy, po pewnym czasie zmarło siedem osób - tak zaczęła się lokalna epidemia cholery. Warto dodać, że w latach 1881-1896 trwała pandemia cholery, nie był to więc przypadek odosobniony. Gibert - niczym śledczy - przybył na miejsce z gotowym już w głowie rozwiązaniem zagadki. Idea zarazków była wówczas niezwykle nośnym tematem: zaledwie trzy lata wcześniej Ludwik Pasteur skutecznie zaszczepił owce przeciw wąglikowi, czyniąc go narodowym bohaterem, a czasopisma naukowe prześcigały się w przewidywaniach przyszłości. Wieszczono koniec chorób i rychłe zwycięstwo rozumu nad bakteriami.
Wnioski, rzecz jasna, nasuwają się same: to mikroby w mydlinach zatruły studnię, przez które ludzie się pochorowali. Jednak nie wiemy co tak naprawdę się wydarzyło. Proste krytyczne myślenie sugerowałoby, że nie każdy przypadek musi być powiązany, a źródłem mogło być coś zgoła innego. W dochodzeniu w którym mamy już model, w którym sprawca jest z góry znany, niemal każdą obserwacje można przypisać do wcześniej założonej historii, a fakty są w najlepszym wypadku pretekstem, w najgorszym przeszkodą którą trzeba racjonalizować. Mało to naukowe.
Mikrobiologia otworzyła przed medycyną niezwykłe możliwości - przypadkowe zgony przestawały być przypadkowe. Problem leży jednak gdzie indziej: nauka, taka jaką ją znamy, nie zajmuje się tym, co rzekomo obiektywne. Nauka to zaledwie pragmatyczne modele. Natomiast konceptualizacja problemu żłobi koleiny, po których poprowadzone zostaną wnioski. Gdy to, co polityczne - kwestia interesów i optymalizacji - zostaje określone mianem „wniosku nauki", to co polityczne jest uświęcane, jako naukowe, a zatem obiektywne. Nauka w swoich założeniach nigdy do tak bezczelnej pewności siebie nie pretendowała, natomiast tak funkcjonuje publicznie. W tym sensie termin „nauka" pełni rolę dogmatu zamykającego dyskusję.
Stąd też Bruno Latour, w książce pasteryzacja Francji, postuluje badanie nauki na zasadzie podobnej do antropologii, gdzie nie deklaracje popularyzatorów nauki, czy kogokolwiek innego są źródłem zrozumienia struktury nauki, tylko relacja między ideami, między procesami, między badaniami a wnioskami i praktykami. Badanie nauki takiej jaką jest, by później dochodzić do wniosków o jej istocie. Określanie błędów, nieuzasadnionych lub nieświadomych założeń. No i przede wszystkim, bez odcinania nauki od tego co naukę po części kształtuje, czyli polityki czy dyskursu.
#nauka #hegelfangirl #ciekawostki #filozofia