Koh-i-Noor, czyli podkusiło mnie kupić atrament za 4 złote / 50ml od naszych przyjaciół z Czech.
Nie miałem żadnych oczekiwań i nie spodziewałem się niczego. Myślę, że było warto. Czerwony, zielony, niebieski i czarny. Każdy różni się tym, jak bardzo zasycha - czarny strasznie zapycha pióro z konwerterem i ciężko tym pisać po zalaniu i odłożeniu pióra na jakiś czas. Z drugiej strony zielony odpala za każdym razem od strzała i nie sprawia żadnych problemów. Przyjemniej się jednak smaruje po papierze mając obsadkę i wymienne stalówki. W czarnym atramencie widać czasami jakieś drobinki, nie wiem co to może być. Może właśnie to one są odpowiedzialne za zapychanie piór z konwerterem.
No mniejsza. Jak mawia klasyk:
Jest tanio? Jest tanio. Jest dobrze? Jest tanio.
Jeszcze taki pocieszny szczegół, niby te same butelki, a w każdej poziom cieczy smarującej był inny. Ciekawe, jak oni to nalewają. Tak jakby to była mała rodzinna firma i odlewali je z garnka od ręki?
#piorawieczne

