#heheszki #pasta #zajebanezfacebooka z pismanaodpierdol #prawo #policja #bagiety
Służby przyszły po Maćka o godz. 11.37, akurat gdy kończył latte z miodem i podbijchujkę - popularny, modny, warszawski deser dla aspirujących z dodatkiem bobu i sosu twarogowego z rozmarynem.
W odpowiedzi na słowa: "Dzień dobry, starszy aspirant Jan Wielkopalski, czy zastaliśmy Pana Macieja...", Maciej odruchowo zerwał się z biurka, jak Bambi na odgłos wystrzału (do matki Bambi) i rzucił się pędem w głąb kancelaryjnego korytarza. Pozwoliło mu to co prawda zyskać przewagę, ale też od razu wskazało policjantom, że - yes indeed, k⁎⁎wa, zastali Pana Macieja.
Wielkopalski, w reakcji na to, z nietypowym jak na mundurowego profesjonalizmem, sięgnął do kabury i ryknął: "Stój, bo strzelam!"
Ja odruchowo skuliłem się za biurkiem, spodziewając się wystrzału z granatnika w drzwi pomieszczenia socjalnego, natomiast Basia, nasza recepcjonistka, najbardziej przypominająca Bambi, dzięki wielkim brązowym oczom, wykazała się nadzwyczajną odwagą i przytomnością umysłu, wołając do gliniarza:
- Proszę się nie wahać, tylko strzelać. W tym dziale to akurat pracują sami aplikanci, zatem zabłąkana kula tylko skróci ich cierpienia.
Jakby usłyszał to nasz młodszy aplikant Zenon Ziembiewicz, nazywany przez nas pieszczotliwie "Granicą", który akurat precyzyjnie wpakował się na linię wystrzału.
- God Damn it! - zaklął szpetnie Wielkopalski, rezygnując ze strzelaniny - Odetnijcie go! - nakazał swojemu zespołowi, tłoczącemu się za jego plecami, jak boty z pierwszego Counter Strike'a.
Sam tymczasem pognał korytarzem bezpośrednio za Maćkiem, w tempie jakby nie był to prawdziwy pościg, tylko doroczne ćwiczenia w Legionowie.
Stety-niestety, Maciek był z tego pokolenia, które nie umie uciekać. Nie zdążył odpalić GPS, więc już na wysokości wejścia do kibla, zgubił się na prostej drodzę i musiał zerknąć na komórkę, żeby zapytać ChataGPT: "Jak spierdolić przed Policją?"
EjAj nie okazało mu empatii, wyrzucając komuniakt: "Niestety nie mogę Ci pomóc w unikaniu zatrzymania ani ucieczce przed Policją. Mogę za to dać Ci praktyczny, bezpieczny wariant: jak zachować się przy zatrzymaniu tak, żeby nie pogorszyć sobie sytuacji."
- Oż ty j⁎⁎⁎ny, konfidencki, tosterze - westchnął Maciek i rzucił się do konferencyjnej.
Wpadł do środka, zatrzasnął drzwi i instynktownie zablokował je stertą segregatorów z opiniami prawnymi dotyczącymi skutków podatkowych wniesienia aportem znaku towarowego do spółki komandytowo-akcyjnej wg stanu prawnego na 2013 r. Po raz pierwszy rys historyczny instytucji aportu od czasu Jaćwingów, na 250 stron, fontem 6 pkt, do czegoś się przydał.
Wielkopalski naparł na drzwi, ale te nawet nie drgnęły.
- Panie Macieju, proszę się nie wygłupiać - nakazał.
- Nic nie zrobiłem. Spierdalaj! Nic na mnie nie macie - wrzasnął w odpowiedzi Maciek, wykorzystując całą wiedzę prawniczą zdobytą przy oglądaniu "W11".
- O co chodzi? - na miejscu akcji pojawił się nagle Partner Zarządzający.
- Policja po Maćka - poinformowała Basia.
- W jakiej sprawie?
- Nie wiem, ale raczej nie w sprawie nominacji do Chambersów.
PeZet spojrzał na nią z błyskiem w oku.
- Maciek, słuchaj. To jest Twoja szansa - powiedział nagle. - Być może jedyna taka szansa w Twoim żałosnym, marnym życiu - dodał poważnie.
- Na co? - zapytał naiwnie Maciek.
- Na to żebyś był znany. I renomowany. A nawet z Warszawy... ("Ty gnojku spod Rzeszowa" - dodał cicho, tak żeby prawnik za drzwiami nie usłyszał).'
To ostatnie podziałało. Maciek wszystko zrozumiał.
Minęła chwila i dobrowolnie, pokornie oddał się w ręce Policji.
Wprawdzie teraz grozi mu kilka lat pozbawienia wolności za jakieś machloje, a potem być może nawet nagana od samorządu (albo upomnienie i zakaz wykonywania patronatu przez tydzień), ale znalazł "jeden prosty sposób" i w jednej chwili osiągnął więcej, niż typowy jurysta po piętnastu latach wpierdalania lunchu przed komputerem.