Widziałem coś takiego na żywo xD
Pracując jeszcze jako kierowca ciężarowego przyjechałem do "znajomej" firmy gdzie przyjeżdżałem już wiele razy i ogólnie znałem tych ludzi - trochę januszex, ale z tych normalniejszych: firma w małej wiosce gdzie nie ma w ogóle pracy, każdy kto tam pracował wiedział że wygrał życie, bo zamiast zarabiać 1200 zeta w sklepie, albo 3000 zapierdalając na budowie od 6 do 18 (tyle wtedy płacono razem z dojazdem) ludzie tam mieli 2800 na rękę + możliwość nadgodzin które były płacone normalnie. A praca przy produkcji kartonów więc nic ciężkiego. Dodam, że dwa inne zakłady w okolicy gdzie pracowano o wiele ciężej dawało 2000 na rękę. ALE.
Plac dziurawy, wózki stare a dwa magazyny w starych szopach + jeden w dużym namiocie. O wypadek, wywalenie palety albo ogólną wpadkę bardzo łatwo. Przyjeżdżam na miejsce a tam zadziwiająco mało ludzi - wręcz myślałem że zamknięte, ale przy wózkowym jakiś gość postawny gość.
Dojeżdżam powoli (głównie dlatego że plac jest rozwalony jak powierzchnia księżyca) z wózkowym którego kojarzyłem łapię kontakt wzrokowy a on delikatnie mi kręci głową a gdy postawny gość odwraca się żeby zobaczyć co to przyjechało na plac wózkowy obrazowo skrzywia minę, pokazuje na gościa i robi odpowiedni gest - oho, jest jakiś przypał xD
Wychodzę z kabiny i słyszę tylko: WAS TU CHYBA WSZYSTKICH POPIERDOLIŁO DO RESZTY, MÓW MI GDZIE JEST SZEF A TOBIE UPRAWNIENIA ZARAZ ZABIORĘ BO TO SIĘ W GŁOWIE NIE MIEŚCI CO TU SIĘ DZIEJE.
PANIE ALE JA NIE WIEM O CO PANU CHODZI OJCIEC KAZAŁ MI PRZYJECHAĆ ZOSTAWIĆ TĄ PELETE I JADĘ DALEJ. Gość wsiadł z powrotem na wózek widłowy, ominął paletę która leżała rozwalona na ziemi i wyjechał na ulicę - tyle go gość widział. Widziałem tylko jak wkurzony idzie do biura które znajdowało się starym domu, a ja na wszelki wpadek włożyłem buty z noskami.
Wózkowy tam pracował. No ale na czarno. Ale mieszkał parę domów dalej gdzie też mieli wózek widłowy na roli, stwierdził że zagra odpowiednią kartą i po prostu pojechał firmowym wózkiem do domu żeby ukrócić potencjalne problemy
Wszystko mi ekipa opowiedziała tydzień później - konkurencja raz na jakiś czas nasyła kontrole, pierwszy raz się zdarzyło żeby wysłali kogoś z UDT. A okazało się, że ta sytuacja była przegadana wcześniej, szef stwierdził że to jedyna sensowna opcja na biurokrację i przypały z konkurentem. Nie wiem jak z tego wyszedł bo przecież pracownik wyjechał sprzętem należącym do firmy, ale rozeszło się po kościach a gość który pracował na czarno nie dostał umowy zgodnie z własnym życzeniem - wolał mieć więcej zapłacone "do ręki" niż oficjalną umowę i miał to jak samo określił "przegadane ze starym, bo oni się znają od lat i obaj wiemy jak jest"
Dużo w sumie było takich akcji jak jeździłem, ale ogólnie zdarzały się tak za⁎⁎⁎⁎ste ekipy na magazynach że serio chciało się tam pracować - wieczny luz, śmiech i ogólnie dziwne akcje ale widać było które magazyny działają dobrze a które nie. I zadziwiająco często było tak, że to te, które działały "sztywno" były nieefektywne. A te w których była trochę wolna amerykanka ale prowadził ją ktoś z głową na karku jakoś zawsze dowoziły.
Choć przyznam mówie tu małych i średnich magazynach - w tych ogromnych nie da się chyba inaczej pracować jak profesjonalnie, bo przy tak wielkim ogromie logistycznym trzeba pracować z głową. No chyba że się jest we Francji xD
Zaloguj się aby komentować