@maximilianan Dlaczego? Z tego co pamiętam krętki mieszkają sobie w jakiejś części układu pokarmowego kleszcza i istotne jest, żeby go nie zgnieść i nie przemieścić tychże krętków do aparatu gębowego i przezeń do miejsca wkłucia.
Krętki przenoszą się do śliny kleszcza samodzielnie, ale wymaga to odpowiedniej temperatury i czasu. Dlatego, takiemu nienażartemu kleszczowi możesz urwać bezpiecznie łeb i potem go wygrzebać.
Oczywiście, lepiej byłoby wyciągnąć ten aparat gębowy razem z kleszczem, ale warto zapamiętać, że nie ma to wielkiego znaczenia i nie należy panikować, że coś się źle zrobi i przez to powstrzymywać się od działania.
Zresztą warto również pamiętać, że ugryzienie kleszcza i nawet sytuacja, kiedy żeruje kilka(naście) godzin i jest już wielkości małego żołędzia nie jest jakimś wyrokiem. Nie wszystkie kleszcze są nosicielami - też się muszą zarazić.
Przy okazji - niesamowite w kleszczach są dwie rzeczy: ich zdolność do rozciągnięcia się (czy jak to nazwać) i skuteczność tego ich znieczulacza.
@KLH właśnie chodzi o to, że usuwając w ten sposób go scisniesz praktycznie zawsze. Kleszcze trzeba zahaczyć przy samej skórze i nie ściskać, tylko podwadzic jak przy wyciąganiu gwoździa. Nie powinno się też ich polewać alkoholem bo mogą się same wyrzygac wtedy. Najlepiej iść do lekarza czy pielęgniarki, ale są też plastikowe "wyciągacze" do tych małych skurwysynów
@maximilianan To lasso to dobre urządzenie. Łomu nie miałem okazji używać. Na szczęście już dawno na mnie kleszcz nie żerował. Przynajmniej nic o tym nie wiem, bo to inna sprawa. Najbardziej nażarty kleszcz jakiego miałem musiał pić moją krew kilka dobrych godzin (po wielkości stawiałbym nawet na kilkanaście) i gdyby nie to, że był wbity w brzuch i po prostu go zobaczyłem, to nawet bym o nim nie wiedział. Oderwałby się i nigdy bym go nie poznał
Obrzydliwe stworzenia.
@maximilianan Nie. Jako dziecko spędzałem wakacje w lesie
Czasem po mnie jakiś łazi. Wtedy przynajmniej można je wyczuć, kiedy się przemieszczają, bo kiedy "ugryzą" to tego nie czuć.
Wydaje mi się, że ostatnio miałem kleszcza jakieś kilka lat temu. Już takiego, który zaczął żreć, ale jeszcze był malutki
Pierwszego kleszcza miałem w wieku 5 lat i - jak śmiesznie umysł działa - wystrzegam się od tego czasu tych pryzm czy stosów przyciętych pni, jakie składują w lasach po wycince, bo wówczas (w wieku 5 lat) doszedłem do wniosku, że kleszcza "złapałem" w czasie zabawy na takim stosiku.
Znam dwie osoby z boreliozą i widać jednak postęp medycyny. Kiedyś to był wielki problem - zarówno z diagnozą jak i późniejszym leczeniem. Teraz diagnoza jest bez problemu, a leczenie.. Walą kilka antybiotyków przez dłuższy czas i tyle.
To nie AIDS ani rak. Ani, tym bardziej, za późno rozpoznana wścieklizna
Jeśli masz psa albo znasz kogoś, kto ma to jest to najlepszy tester wielkości populacji kleszczy w miejscu, gdzie mieszkasz. Psy łapią kleszcze podczas spacerowania po trawnikach czy jakichś krzakach na środku osiedli mieszkaniowych. Las nie jest wymagany
@KLH moja mama ma podobny problem, mnie całe życie te małe chujki omijały jakimś cudem (a co biegałem po lasach i łąkach to moje). Mimo to zawsze jak przejdę w okolicy z większym ryzykiem wystąpienia bobu wampira to bardzo dokładnie sprawdzam każda odsłoniętą część ciała. Moja mama 10 lat temu wylądowała w szpitalu przez te skurwysyny i do dzisiaj odczuwa skutki
Zaloguj się aby komentować