Czy umiejętne stosowanie perfum możemy nazwać sztuką? Jak to jest, że niekiedy zapachy płatają mi figle. Jak to
Czy umiejętne stosowanie perfum możemy nazwać sztuką?
Jak to jest, że niekiedy zapachy płatają mi figle. Jak to jest, że jednego dnia gdy za oknem chlapa i plus 10 coś pachnie inaczej niż gdy ściśnie lekki mrozek i powietrze stanie się suchsze? (wiem że istnieje grupa letniaczków i tych na chłodniejsze dni, ale temat jest chyba bardziej złożony). Nos zawsze wysmarkany, kataru nie miałem chyba rok a węch wydaje się ostry. Zapachami żongluję, więc i o przyzwyczajeniu do czegoś nie może być mowy.
Jest jakaś określona grupa składników, które ,,klękają" a inne uwydatniają w pewnych warunkach?
Drugie pytanie. Aplikując na ubrania sporo tracicie na trwałości i projekcji? A z drugiej strony czy aplikując blisko nosa (szyja, za uszami, głowa) nie robi się sobie szkody, bo wtedy łatwo przyzwyczaić nos i stracić odpowiednie wyczucie stosowania?