
Widziałem tu i ówdzie urywki, nieraz z dodanym komentarzem albo opinią. Wolałem jednak wyrobić sobie swoją, więc obejrzałem całość.
Uwe Boll jest znany z robienia filmów klasy C albo i niżej - drewniane aktorstwo, słaby scenariusz, niedobre dialogi, niestaranna praca kamery i inne techniczne grzechy. W "Citizen Vigilante" znajdziemy to wszystko, ale ma to być jak sądzę społeczno-polityczny manifest, więc przesłanie dominuje nad formą. Sam film to mieszanka "Życzenia śmierci", "Punishera", "V jak Vendetta" i paru innych z rodzaju rape-and-revenge, główny bohater wywiera srogą pomstę na tych, których uznał winnymi. Podstawą scenariusza są - niestety prawdziwe - gwałty i zabójstwa, dokonywane przez importowaną do Europy muzułmańską i kolorową dzicz, mentalnie nadal tkwiącą w ciemnych wiekach, mimo że nieraz to jest już drugie albo i trzecie pokolenie urodzone w Europie. Nie ma potrzeby sprowadzać bandytów z egzotycznych kierunków, kiedy lokalnych jest już dostatecznie dużo.
Domyślam się, czemu poszła już fama, że film został zbanowany to tu, to tam, że zakazany i tak dalej. To doskonała reklama, nawet jeśli okaże się nieprawdą, zwłaszcza dla technicznie słabego filmu (co swoją drogą jest rodzajem znaku rozpoznawczego Uwe Bolla). Czy taki obraz może być inspiracją dla naśladowców? Niewykluczone, choć to raczej droga do anarchii i wojny domowej niż ładu i porządku, samosądy są oznaką niewydolności państwa i jego struktur oraz służb.
#filmy