Ależ to jest dobre, powrót po dłuższej absencji do tego krążka, wyszedł mu tylko na dobre. Aktualnie to mój
Ależ to jest dobre, powrót po dłuższej absencji do tego krążka, wyszedł mu tylko na dobre. Aktualnie to mój faworyt jeśli chodzi o twórczość Roberta Schroedera. Tak ponurych syntezatorów nie znalazłem już na późniejszych albumach (przynajmniej tych, które dane mi było usłyszeć). Przecież to jest istny koniec świata, nawet jeśli pierwszy numer rozpoczyna i kończy się w miarę melodyjnie i na swój sposób pozytywnie, to gdzieś tam czai się pradawne zło. Dodatkowo w środkowej części jest zwyczajnie podróż w czasie i spoglądanie w otchłań kosmosu, z którego krańców przybyli Wielcy Przedwieczni. Drugi numer natomiast to stopniowe popadanie w odmęty szaleństwa. Jaki tu jest klimat, ile emocji, a finał to już kompletna jazda bez trzymanki. Szkoda tylko, że tak krótko, no ale wolę 35 minut zajebistości i replay niż męczenie buły. Jedna z ciekawszych rzeczy w temacie klasycznie pojmowanej elektroniki i berlińskiej szkoły.
#elmuzyka #berlinschool
