Szczerze gardzę ludźmi, którzy dla zaoszczędzeniu kilku groszy wyrzucają śmieci do lasów. Mam nadzieję, że szczególny kocioł się szykuję dla troglodytów, którzy przyjeżdżają samochodami i wywalają pół inwentarza domowego.
Majówka w trakcie, a trafiliśmy na takiego mistrza, który w rezerwacie przyrody (sic!), zaraz obok cieku wodnego, zostawił kilkanaście butelek pięciolitrowych ze zużytym olejem silnikowym. Na szczęście, nasz mistrz zbrodni nie wykazał się zbyt dużą inteligencją, nawet jak na przeciętnego śmieciarza lasów przystało i zostawił po sobie opakowanie po paczce kurierskiej z danymi odbiorcy. Zdjęcia i pinezka porobione, donosik do Lasów Państwowych złożony i sen spokojny.
Jeszcze nigdy nie czułam się tak dobrze z bycia konfidentem.

