#pasta #mojapierwszapasta!
Pewnego dnia usłyszałam w radiu piosenkę. Śpiewała kobieta. Dźwięki były dziwne- nieco niepokojące, na pewno męczące i wysokie. Coś w tym głosie drżało, trochę próbowało odtworzyc dzwięk nieudanego orgazmu ogra w hamującym tramwaju. Było mi źle. Czułam zażenowanie i przeszywający ból brzucha. Utwór wybrzmiał a ja miałam wrażenie, że moje zmysły doświadczyły swoistego gwałtu. Nie potrafiłam odsłyszeć tego co zostało już wysłuchane. Nie pamiętałam już jak żyłam przed tymi kilkoma minutami. Zostałam ofiarą tej piosenki. Wydawalo mi się, że nie tylko ja cierpię. Moje spojrzenie przykuły kwiaty stojące na parapecie,które przez ten krotki czas zwyczajnie zwiędły. Pomyślałam sobie, że fiksuje.
Brzuch to pewnie zwykła niestrawność - my grubaski lubimy wyjadać starocie z lodówki (zjem- wyrzucić nie dam!). Lubię kwiaty, nie umiem o nie dbać dlatego często je wymieniam. To, że padły... Żadna nowość. Próbowałam się uspokoić i stopniowo przywołać wspomnienia sprzed melodii.
Dziwne ruchy żołądka ustały, wróciłam do gotowania. Stary lubi bigos,nie muszę pisać że ja lubię mieszać. Odpłynęłam w to moje kołowanie w garze i jeb: po godzinie :Znów to samo.
Ta sama piosenka, konwulsje, napięcie...lekka utrata świadomości. Miałam wrażenie, że tym razem ktoś próbuje odrąbać mi uszy. Z każdą sekunda mocniej I mocniej ...I nagle uff znów przerwa. Piosenka się skończyła.
W radiu ponownie Barrrbarrra i Marian kupują okazje. Stałam tak przed tym bigosem dobre 30 min nim lęk ustał.
Gdy tylko złapałam równomierny oddech wygooglowałam to ustrojstwo.
Dramat. okazało się, że ów utwór jest kultowym przebojem a stacje radiowe uporczywie puszczają go w eter. Muzyka była tak ciężka,ze Glutek popelnił na swojej karuzeli male chomiczkowe samobójstwo. Rodowe krysztaly po babci Jadzi popękały, nawet leciwe smugi opuściły moje okna.
Wiedzialam, że muszę działać. Dziś wiem, że jako osoba, która doswiadczyla traumy nie myslalam racjonalnie. (Dzieci kocham Was, odezwijcie się!)
Sprzedałam dom i samochód. Mąż jak tylko skleił co się wydarzylo probowal mnie zabić, później ubezwłasnowolnic. Długo wrzeszczał widząc akt notarialny sprzedaży domu. Gdy odkrył że nasze BMW już nie mieszka na podjeździe był mocno zdenerwowany i głośno sapał.Nie, nie będę tu cytować słów przeklętych, ktore wyszły z jego ust. Ostatecznie sprzedałam i jego. Dzieci i psa też.
Wykupiłam cały nakład dostępnych płyt tej cholernej artystki z nadzieją , ze jeśli usunę to gówno ze świata i zutylizuję w ogródku odzyskam to co utracone: spokoj i równowagę.
Przypominam, ze działałam w afekcie.
Kupiłam te cholerne płyty. Wszystkie. Kurierzy napływali z różnych stron świata, niektórzy odziani byli nawet w turbany. Jeden z nich chciał nawet że mną zamieszkać,ale jak zapytał co będziemy robić dziś wieczorem, pomyślałam "to co zwykle Pinki: podbijać świat"i odprawiłam go z kwitem.
Ludzie na wsi nagle zaczęli częściej spacerować wokół mojego (jeszcze przez 4 miesiące) domu. Dużo się działo. Cały czas łamałam, psułam i zakopywałam. Zdarzało się, że przychodzilam do pracy zmeczona i brudna- szef zasugerował bezpłatny urlop. Powiedziałam mu co myślę o nim i całej tej bezpłatności. J⁎⁎⁎ny chytrus. Jestem teraz na wypowiedzeniu.
Bardzo schudłam w owym czasie.
Znajomi zaczęli zadawać trudne pytania o rodzinę. Musiałam zerwać wszystkie kontakty.
Najważniejsza była moja misja.
I wiecie co?
W pewnym momencie odczułam ulgę. Udało się. W żadnym sklepie -w całym internecie nie było ani jednej DOSTĘPNEJ W SPRZEDAŻY PŁYTY.
Byłam dumna. Nawet widmo samotnej bezdomności nie było przerażające. Poczułam się spełniona. Misja wykonana. Byłam bohaterem. Zwyciężyłam!
W euforii usiadłam na taborecie w mojej ciemnej kuchni. Odetchnęłam pełną piersią.
Jakie było moje zdziwienie, gdy po odcięciu prądu w moim-nie-moim-domu radio nadal grało. Nostalgicznie paliłam papierosa i rozmyślałam o baterii, która byla w urzadzeniu.
I wtedy stało się. Mój świat runął. Kolejny raz usłyszałam tą piosenkę.
Piosenkę,która (jakby nie patrzeć) zniszczyła mi życie...mało tego spiker rzucił informacje: " żaden inny artysta w Polsce nie sprzedał w tak krótkim czasie tylu płyt... Coś-tam-coś-dalej- w nerwach nic juz nie słyszałam. Jego ostatnie słowa były trudne,ale ich kontekst brzmiał mniej więcej tak, że artystka, poczula przypływ weny i nagrywa kolejne piosenki. Wiecie piosenki o niczym i o wszystkim. W tonacjach tolerowanych przez nietoperze, syreny i szczytujące ogry.Mało tego jest tak znana, że każdy ktoś i każdy nikt nagrywają z nią kolejne utwory.
Wygrała.
A ja dziś tak szczerze napisać mogę : przepraszam Was wszystkich. To moja wina.
A ciebie Sanah nienawidzę .
