Tak ostatnio mi wpadło w ucho a ze względu, że rzadko coś wrzucam na swój tag to pomyślałem, że się na da. Adam Bałdych to polski skrzypek i kompozytor. Album Poetry to dość przyjemny ( choć nie zawsze) album. Świetne, lekkie i delikatne brzmienie skrzypiec, pianino nadające temu wszystkiemu pewnej misteri. Podoba mi się w jaki ładmy sposób wkomponowuje się w utwory perkusja. Ogólnie polecam. Szczególnie świetnie się to u mnie sprawdza w leniwe poranki/wieczory.
Jazz jest gatunkiem muzycznym, do którego niegdyś przez długi czas nie mogłem się przekonać. Z punktu widzenia współczesnego słuchacza ogromną bolączką wielu jazzowych klasyków jest prosta i nudna sekcja rytmiczna, służąca jedynie jako akompaniament dla popisów wirtuoza sygnującego album swoim nazwiskiem. Zawsze mnie to nudziło.
Pomimo, że E.S.T. to pozornie tradycyjne trio fortepianowe, to stanowi całkowite przeciwieństwo tej praktyki. Trzy indywidualności, z których każda jest ważna i wnosi nową wartość. Nieraz na prowadzenie wychodzi kontrabas Dana Berglunda, wprawnie manewrującego pomiędzy różnymi technikami gry: od tradycyjnego pizzicato poprzez grę smyczkiem, czy też uderzanie smyczkiem o struny. Również perkusista Magnus Öström daleki jest od monotonii swingowego pykania do kotleta i potrafi zamieszać jak thrasher z lat 80’. Tą synergię trzech wspaniałych muzyków najlepiej słychać na nagraniach koncertowych, z których moim ulubionym jest Live in Hamburg. Jeśli na bezludną wyspę mógłbym zabrać tylko jeden album, to dla mnie to jest jeden z najmocniejszych kandydatów. Jest to nagranie koncertu promującego znakomity album Tuesday Wonderland z 2006 roku, z którego pochodzi większość materiału, ale znalazły się na nim również utwory z wcześniejszych płyt studyjnych: From Gagarin's Point of View (1999), Strange Place for Snow (2002).
Moje ulubione momenty: Tuesday Wonderland, Definition of a Dog, Dolores in a Shoestand, Behind the Yashmak
wersja z Live in Hamburg (2007), oryginalnie utwór ukazał się na Tuesday Wonderland (2006)
Skoro już @LeniwaPanda przypomniał mi o EST z okazji międzynarodowego dnia jazzu, to niech będzie coś pozytywnego, coś z mojego ulubionego wydawnictwa koncertowego tego artysty. Oczywiście polecam posłuchać całego koncertu.
Esbjörn Svensson Trio to jest (a raczej był) szwedzki zespół jazzowy. Polecał go tutaj na hejto @saradonin_redux . Od albumu Good Morning Susie Soho dla mnie to jest to (albumy na żywo jeszcze nie były słuchane). Od tego momentu panowie stawiają dość wysoko poprzeczkę. Mogę sobie wybierać album na każdy humor i okazję. I tak siedzę po nocy i słucham Seven Days of Falling. Pewnie śmiało można by tu dać łatkę jazz but not too jazzy. Muzyka na tym albumie jest w większości delikatna nawet jak pojawia się tutaj mocniejsze uderzenie oraz melodyjna. Do tego ciekawe podejście do fuzji a może bardziej eksperymentów z innymi gatunkami. 4/5
Hej, dziś wzięło mnie na wspominki, więc chcę Wam pokazać coś dla mnie wyjątkowo specjalnego. To właśnie od tych trzech panów rozpoczęła się moja fascynacja jazzem, bo to oni pokazali mi, że to nie jest muzyka dla starszych nudnych panów, ani akompaniament do kotleta.
Esbjörn Svensson Trio - Dodge The Dodo (live in Ljubljana)
Skoro już poprzednią wrzutką dotknąłem stylistyki ECM, to nie mogło zabraknąć tego wirtuoza kontrabasu i mojego ulubionego albumu nagranego w znakomitym składzie: Avishai Cohen (kontrabas), Mark Guiliana (perkusja), Shai Maestro (fortepian).
Avishai Cohen Trio - Chutzpan (z albumu Gently Disturbed)