Dyskusja użytkownika inty
Wpis Dąb-Mirowskiego:
"Szczyt niemiecko-polski kończy się klapą" - pisze niemiecki korespondent Politico i trudno się z nim nie zgodzić.
Z punktu widzenia Warszawy, zawieranie jakiegokolwiek słabego porozumienia w tej kwestii mija się z celem. Minęło już na tyle dużo czasu, że jakieś drobne gesty powinny nam być obojętne, teraz gra idzie o pełną stawkę. Szczególnie jeśli zestawimy skalę problemu, absolutnego zniszczenia kraju, jego rabunkowej eksploatacji oraz wykorzystania polskich obywateli do budowy niemieckiego dobrobytu, z aktualnymi wyzwaniami tzw. "kryzysu migracyjnego" czy "wschodniego frontu", których koszty Polska musi ponosić broniąc także Niemiec.
Pomijając jednak aspekt historyczno-moralny, można się zastanawiać czy w ogóle jest sens zawierać porozumienie z kanclerzem Scholzem, politykiem słabym, niezdecydowanym, działającym wbrew interesom Europy Środkowej i Wschodniej, z partii która za chwilę (w październiku 2025) zakończy rządy? Moim zdaniem niekoniecznie.
Jednakże z punktu widzenia kanclerza Scholza, porozumienie to powinno stanowić priorytet wart nawet dużych gestów i poważnych zobowiązań. Wątpliwe bowiem by Berlin miał kiedykolwiek w przyszłości ponownie aż tak sprzyjające okoliczności do szukania kompromisu, jak dzisiaj. Lepszego partnera do rozmów w Warszawie już nie znajdzie. A mimo to nie stać go na przełom. Ba, nie jest w stanie zdobyć się nawet na minimalne gesty dobrej woli.
https://x.com/FilippDM/status/1808107773760061785
#polityka
