Śmierć ubrała się dystyngowanie w purpurowe szaty i srebrne łańcuchy, które szczękały jękiem potępionych przy każdym kroku. Wszak trzeba jakoś wyglądać! Dziś nie zabiera na sąd do Stwórcy byle prostaka, o nie! Dziś jest wyjątkowe święto – bal maskowy. A na nim sam książę. Śmierć zarumieniła się na myśl o nim. Wszystko zaplanowała. Wieczorem, gdy wszyscy zmęczą się tańcami, ona zgubi jeden z łańcuszków tuż u stóp księcia. Ten schyli się po niego, jak po pantofelek Kopciuszka i potknie się. Nie złapie już równowagi i spadnie niefortunnie ze schodów, łamiąc sobie przy tym kark. Wtedy Śmierć pocałuje go w usta i zaprowadzi do Najwyższego.