Krzysztof Kamil Baczyński, Święto umarłych (fragment), 1944


Smutek jakże ogromny. Zmierzch duszny dławi.


Drzewa i dymy rosną, ziemia się łączy z przestrzenią;


zachodzą w sobie jak włosy deszczu białymi kwiatami,


to znów, jak sięgnąć, światło porasta brunatną ziemią.


Ludzie i zioła jesienne zmieszani, splątani drżą,


wiatr niemi targa i dzwoni, nie wiedzieć w serca, czy w liście,


a oni coraz bledsi, a drzewa rumienią się, gną,


jakby po kropli z nich piły, syciły swój kolor ich krwią.


Jak ciężkie statki spływają na dno milczenia domy.


W tym kraju ludzie żywi po jednym schodzą do ziemi,


mieszkają w głębi ciemności coraz to niżej i niżej,


a rude niebo zwolna zaludnia szelest cieni;


nie wiedzieć, czy glina tak miękka, że stopy pochłania, gdy liże,


czy taka przestrzeń już gęsta, że wchodzą powoli w śmierć


po szarych stopniach powietrza. O co uderza pierś,


kiedy w szumieniu cmentarza spotyka łodyg ruch,


umarli to są, czy żywi tak przemieniają się w puch?


Ilustracja: Leon Baranowski, grafika przedstawiająca cmentarz w Druskiennikach, ok. 1930, sygn. Poczt.13361 BN.

a22596b9-d1c9-46e5-aa75-152b5bf529ee

Komentarze (0)

Zaloguj się aby komentować