„Anielski orszak niech Twą duszę przyjmie” śpiewał żałobny kondukt na Twym pogrzebie. Naiwni ludzie wraz z księdzem wierzyli w sprawiedliwego Boga i jego białoskrzydłe sługi. Ty jednak już umarłeś i widzisz pozagrobową prawdę. Gdy konałeś od kuli z Browninga, wystrzeloną przez Twojego śmiertelnego wroga ze zwaśnionej z Wami mafijnej rodziny Auditorów, Twoja dusza powędrowała szlakiem szarej ścieżki w cieniu ostrej mgły. A potem zjawili się oni. Rośli mężczyźni o stalowych skrzydłach odlanych z tytanu, karykaturalnych kształtach, z mieczami w każdej z czterech rąk. Nie mieli twarzy. Nie mieli włosów. Z kołnierzy czarnych szat wyrastały czaszki, szczerzące się do Ciebie złośliwie. „Cóż za Bóg mnie przywita po drugiej stronie, skoro jego posłańcy wyglądają jak Orszak Aniołów zagłady” zdążyłeś pomyśleć, nim powędrowałeś w stronę światła.