Zdjęcie w tle
Ciekawostki

Społeczność

Ciekawostki

5k+

    Teleskop Webba dostrzegł chmury oraz metanowe morze na Tytanie

    Teleskop Webba dostrzegł chmury oraz metanowe morze na Tytanie

    Początkiem listopada astronomowie zwrócili czułe oko Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba ku Tytanowi, który jest największym księżycem Saturna. W połączeniu z obserwacjami wykonanymi za pomocą teleskopów Kecka na Hawajach uczeni uzyskali niesamowite obrazy chmur Tytana. Dostrzegli też morze wypełnione ciekłym metanem.
    Tytan jest największym księżycem Saturna i drugim pod względem wielkości księżycem w Układzie Słonecznym – ustępuje jedynie Ganimedesowi. Jest też jednym z najbardziej intrygujących i podobnych na Ziemi obiektów Układu Słonecznego. Jest większy od Merkurego i niemal tak duży jak Mars. Jest jedynym księżycem w Układzie Słonecznym z gęstą atmosferą, która jest cztery razy gęstsza niż ziemska i składa się głównie z azotu oraz organicznych cząsteczek opartych na węglu, w tym metanu i etanu.
    Pełny artykuł na dziennikanukowy.pl

    V-280 VALOR BĘDZIE NASTĘPCĄ BLACK HAWKA W US ARMY.

    V-280 VALOR BĘDZIE NASTĘPCĄ BLACK HAWKA W US ARMY.

    Zwycięzcą realizowanego przez US Army programu FLRAA (Future Long-Range Assault Aircraft), który ma na celu wyłonienie następcy legendarnych już śmigłowców rodziny UH-60 Black Hawk, został tiltrotor V-280 Valor, proponowany przez Bell Textron. Klęskę poniosło konsorcjum Sikorsky-Boeing, które wystawiło śmigłowiec SB-1 Defiant/Defiant X. Pierwsze Valory mają wejść do służby w pierwszej połowie lat trzydziestych.
    Na razie wartość kontraktu przyznanego Bellowi to 232 miliony dolarów, co obejmuje wyłącznie opracowanie finalnego projektu maszyny na bazie wniosków z cyklu prób w locie, który rozpoczął się niemal dokładnie pięć lat temu. Tę fazę rozpisano na dziewiętnaście miesięcy. Pełen kontrakt obejmujący tę wstępną fazę ma wartość 1,3 miliarda dolarów, a łącznie na rozwój inżynieryjno-przemysłowy i fazę produkcji małoseryjnej przewidziano 7 miliardów dolarów.
    Mało? Jeżeli na tej ostatniej prostej nie nastąpi żaden kataklizm, program Valora dla US Army w całym cyklu życia konstrukcji osiągnie wartość 70 miliardów dolarów. Ta ostatnia kwota każe sądzić, że Boeing i Lockheed będą szukać teraz jakiejś dziury, która pozwoli im oprotestować wynik przetargu. Stawka jest zbyt wysoka, żeby można było tak po prostu się pogodzić z porażką.
    Na razie nie ujawniono, dlaczego Valor pokonał Defianta. Generał dywizji Robert Barrie, odpowiadający za programy lotnicze US Army, ograniczył się do stwierdzenia, że Valor gwarantował najlepszą wartość. Barrie podkreślił przy tym, że chodzi nie tylko o stosunek koszt/efekt, ale także inne czynniki, takie jak osiągi czy harmonogram prac.
    Nawet bez zaglądania do dokumentacji przetargowej można jednak łatwo wskazać kilka dziedzin, w których Bell miał zdecydowaną przewagę nad Boeingiem i Sikorskym. Przede wszystkim, rzecz jasna, był to wskazany przez Barriego harmonogram. O ile Bell przechodził do kolejnych etapów prób bez większych problemów, o tyle Sikorsky i Boeing przez kilka lat miały tych problemów więcej niż sukcesów.

    Pierwszy lot Defianta wykonano 21 marca 2019 roku – półtora roku po oblocie Valora. Według pierwotnego harmonogramu miało to nastąpić ponad rok wcześniej, ale program opóźnił się z powodu problemów z wytwarzaniem kompozytowych łopat wirnika. Zgodnie z sugestią US Army do ich wytwarzania użyto procesu znanego jako automated fiber placement (AFP), czyli stosunkowo nowatorskiej technologii zrobotyzowanego układania taśm kompozytowych. Miało to pozwolić w dalszej perspektywie na obniżenie kosztów produkcji, ale przygotowanie maszyn do tego procesu okazało się dużo trudniejsze, niż początkowo zakładano.
    Na korzyść zwycięzców zadziałało również doświadczenie z wybranym układem płatowca. V-22 Osprey sprawiał w przeszłości ogromne kłopoty, ale obecnie, mimo że wciąż kryje się w nim parę gremlinów, jest jednym z najmniej podatnych na usterki wiropłatów w całych amerykańskich siłach zbrojnych. Niestety wiele osób niepotrzebnie straciło życie, zanim przyjęło się wpajanie lotnikom, że Ospreya trzeba traktować jak śmigłowiec ze skrzydłami, a nie samolot z wirnikami.
    Boeing, owszem, również pracował nad Ospreyem, ale nie nad płatem, układem przeniesienia napędu ani silnikami wraz z mechanizmem ich obrotu. To doświadczenie przełożyło się na lepsze dopracowanie konstrukcji na etapie budowy demonstratora technologii. Awangardowy układ Defianta – współosiowy układ wirników nośnych i śmigło pchające z tyłu – zebrał wprawdzie dobre recenzje, ale żeby dojść do tego stanu, konstruktorzy musieli sobie poradzić z zagwozdkami technicznymi, które Bell już dawno puścił w niepamięć i mógł się skoncentrować na innych kwestiach. Pełen cykl prób w locie – liczący w sumie 214 godzin – zakończono w czerwcu ubiegłego roku.

    Prezentacja Defianta w 2020 roku. Za stołem sekretarz wojsk lądowych Ryan McCarthy (drugi z lewej) i senator Tammy Duckworth, weteranka wojny w Iraku, gdzie pilotowała śmigłowce UH-60.
    W Valorze zastosowano parę silników General Electric T64 o mocy 4750 koni mechanicznych, ale docelowo Bell zainstaluje silniki AE 1107C – pochodną wersję jednostki napędowej Ospreya. Inaczej niż w Ospreyu zdecydowano się na obracanie jedynie śmigłowirników, nie zaś całych silników. Taki system ma jeszcze bardziej poprawić niezawodność napędu.
    Valor będzie w stanie zabrać na pokład czteroosobową załogę i czternastu żołnierzy z wyposażeniem. Porusza się z prędkością 520 kilometrów na godzinę (czyli 280 węzłów – stąd nazwa), ale w toku prób przebił nawet barierę 300 węzłów (555 kilometrów na godzinę) i ma zasięg 2100 mil morskich. Dla porównania: konwencjonalny śmigłowiec Westland Lynx ustanowił w 1986 roku rekord prędkości 400,87 kilometra na godzinę uśredniony na dystansie 15 kilometrów.
    https://twitter.com/i/status/1599979302606409729

    Dla Bella zamówienie nadeszło w samą porę. Przedsiębiorstwo w ubiegłym miesiącu zakończyło program produkcji śmigłowców uderzeniowych AH-1Z Viper dla US Marine Corps. Od tamtej chwili nie miało już żadnego bieżącego zamówienia od amerykańskich sił zbrojnych ani widoków na inne kontrakty poza FLRAA.
    FLRAA jest jednym z dwóch programów realizowanych w ramach projektu Future Vertical Lift. Celem drugiego, oznaczonego FARA (Future Attack Reconnaissance Aircraft), jest zaprojektowanie i budowa lekkich śmigłowców rozpoznawczych i uderzeniowych, które wypełnią lukę po wycofanych w 2017 roku śmigłowcach OH-58D Kiowa Warrior. Tutaj Sikorsky Raider X, również zbudowany w układzie dwuwirnikowym z wirnikami współosiowymi i śmigłem pchającym, rywalizuje ze śmigłowcem Bell 360 Invictus. I tu dla odmiany przewagę czasową ma Sikorsky, który oblatał demonstratora Raidera już w 2015 roku, podczas gdy Invictus jeszcze nie wystartował.
    FARA może też przejąć część zadań AH-64E (którym z kolei wciśnięto część zadań OH-58D). Dwa lata temu ówczesny szef sztabu wojsk lądowych, generał Mark Milley, zapowiedział (i zaskoczył tym wielu obserwatorów), że nowe śmigłowce zastąpią około połowy floty Apache’ów.
    https://www.konflikty.pl/aktualnosci/wiadomosci/v-280-valor-flraa-black-hawk-us-army/

    Polskie Newy bronią Ukrainy.

    Polskie Newy bronią Ukrainy.

    W mediach społecznościowych pojawiło się zdjęcie polskiego systemu obrony powietrznej S-125 Newa SC, który jest obecnie używany przez ukraińską j armię. Wcześniej Polska nie komunikowała dostaw takich systemów dla naszych wschodnich sąsiadów.
    Na fotografii zamieszczonej w serwisie Twitter przez Ukraine Weapons Tracker możemy zaobserwować zmodernizowany, polski system obrony powietrznej S-125 Newa SC. Wynika z tego, iż mimo braku oficjalnej informacji na temat dostarczenia owego systemu przez Polskę na Ukrainę, jest on wykorzystywany przez armię naszych wschodnich sąsiadów do obrony swego kraju. We wpisie czytamy, że jest to system polskiej modernizacji na podwozie czołgu T-55 i ze zaktualizowaną elektroniką.

    System Newa został opracowany pod koniec lat pięćdziesiątych w ZSRR, w celu zwalczania wrogich samolotów na niskich wysokościach. Zestaw może strzelać rakietami typu 5W27U i D, których zasięg wynosi 25 km, natomiast pułap 18 km. Wersja SC (skrót pochodzi od słów: samobieżny i cyfrowy) jest polską modyfikacją radzieckiej konstrukcji. Główną modernizację wykorzystywanych w Polsce systemów S-125 NEWA rozpoczęto w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych i została ona zrealizowana przez Wojskowe Zakłady Elektroniczne w Zielonce we współpracy z Wojskową Akademią Techniczną.
    Celem modernizacji było m.in. zwiększenie skuteczności ogniowej, poprawienie mobilności, zmiana trybu bojowego wykorzystania i eksploatacji, ułatwienie procesu szkolenia, zastosowanie klimatyzacji, zastosowanie rejestratorów cyfrowych oraz zmniejszenie liczebności baterii (z czterech do trzech wyrzutni). Kluczowym elementem była wymiana komponentów analogowych na cyfrowe, co doprowadziło także do podniesienia odporności zestawu na zakłócenia. Zastosowano także unowocześnienia w systemie hydraulicznego rozwijania i zwijania stacji radiolokacyjnej naprowadzania rakiet SNR.
    W pracach nie modernizowano tylko rakiet. Same wyrzutnie umieszczono na podwoziu gąsienicowym czołgów T-55 (wcześniej wycofanych z eksploatacji) natomiast kabiny dowodzenia wraz z kolumnami antenowymi zainstalowano na pojazdach MAZ-543 (wcześniej wykorzystywanych w wyrzutniach rakietowych „ziemia-ziemia" typu SCUD). Warto dodać, że Ukraina opracowała i wdrożyła własną modernizację systemu Newa. To, że na Ukrainie eksploatowano już systemy Newa w innej wersji mogło pomóc w ich opanowaniu tamtejszym przeciwlotnikom.
    Polskie Siły Zbrojne posiadają obecnie zmodernizowane zestawy przeciwlotnicze Newa SC, które zgrupowane są w dywizjonach rakietowych obrony powietrznej. Od bieżącego roku (wraz z rozpoczęciem dostarczania pierwszego dywizjonu IBCS/Patriot w I fazie programu Wisła, który ma zostać zintegrowany i stopniowo osiągać oraz zwiększać gotowość) rozpoczął się proces ich zastępowania przez systemy nowej generacji. Obok Wisły część New zostanie w przyszłości zastąpiona przez system Narew.
    https://defence24.pl/wojna-na-ukrainie-raport-specjalny-defence24/polskie-newy-bronia-ukrainy

    Wojna o Czarny Ląd. Paryż i Moskwa w walce

    Wojna o Czarny Ląd. Paryż i Moskwa w walce

    Zbombardowanie bazy rosyjskich najemników w Republice Środkowoafrykańskiej przez niezidentyfikowany samolot to element wojny proxy między Francją a Rosją na kontynencie afrykańskim. Afryka, z wielu powodów, stanowi obecnie drugą po Ukrainie, najważniejszą arenę globalnej konfrontacji.
    Do nalotu na bazę w Bossangoa, w której przebywają siły środkowoafrykańskie wraz ze swoimi rosyjskimi sojusznikami (wagnerowcami), doszło w nocy z 28 na 29 listopada. Niezidentyfikowany samolot z wyłączonymi światłami nadleciał z terytorium Czadu i po dokonaniu ataku powrócił na północ. Nie jest jasne jak duże poczynił szkody, gdyż początkowe deklaracje o „znacznych zniszczeniach w sprzęcie" były potem dementowane. Może to jednak wynikać z niechęci władz RŚA do przyznania się do porażki i bezsilności (wcielenie w życie zapowiedzi odwetu może nie być łatwe zważywszy na słabość sił RŚA i przerzucenie części wagnerowców na Ukrainę). Nerwowa reakcja świadczy jednak o tym, że cios został zadany dość celnie.
    Międzynarodowy kontekst incydentu z Bossangoa jest oczywisty. Republika Środkowoafrykańska pod rządami Faustina Archange Touadery stała się najbliższym afrykańskim sojusznikiem Rosji, podczas gdy Czad, rządzony przez gen. Mahamatę „Kaka" Deby'ego , pozostaje kluczowym sojusznikiem Francji. Podział na prorosyjską oś, stworzoną w dużej mierze przez rosyjską ekspansję w ostatnich latach, oraz państwa pozostające po stronie Zachodu, najlepiej obrazują głosowania w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ nad trzema rezolucjami przeciwko Rosji (potępiającą inwazję na Ukrainę, zawieszającą w Radzie Praw Człowieka i dotyczącą reparacji wojennych). Czad znajduje się wśród zaledwie 6 państw afrykańskich, które konsekwentnie popierały wszystkie te rezolucje. Pozostałe to: Komory, Wybrzeże Kości Słoniowej, Liberia, Malawi i Seszele. Ponadto Benin, Zielony Przylądek, Dżibuti, Kenia, Ghana, Niger, Somalia i Zambia poparły 2 spośród 3 rezolucji. Tymczasem RŚA jest na przeciwnym biegunie jako jedno z 5 państw afrykańskich i zaledwie 13 członków ONZ, które głosowały przeciw rezolucji dot. reparacji (pozostałe to Etiopia, Erytrea, Mali i Zimbabwe). Ponadto wśród państw afrykańskich, które nie poparły ani jednej rezolucji ONZ wymierzonej przeciwko Rosji są takie państwa jak m.in. Algieria, Angola, Burkina Faso, Mozambik, Sudan, Gwinea, Gwinea Bissau i Madagaskar (we wszystkich tych państwach występuje jakaś forma rosyjskiej obecności wojskowej).
    Republika Środkowoafrykańska jest jednym z najbiedniejszych państw afrykańskich, choć ma ważne zasoby naturalne takie jak m.in. uran, diamenty i złoto. Po uzyskaniu niepodległości RŚA pozostawała w ścisłej zależności od Francji, która kontrolowała kolejnych prezydentów, a także usuwała ich inicjując przewroty. W 2003 r. szóstym prezydentem (oczywiście w wyniku przewrotu) został Francois Bozize, który prowadził lojalną wobec Francji politykę i tradycyjnie nie przejmował się prawami człowieka, czy demokracją. W 2007 r. rebelianci z Unii Sił Demokratycznych na rzecz Jedności, pod dowództwem Michela Djotodii, rozpoczęli wojnę domową, a w 2013 r., z pomocą wspieranej przez Czad (córka jednego z liderów Seleki Abakara Sabona została drugą żoną Mahamata Deby'ego ) i Sudan muzułmańskiej Seleki, zajęli Bangi zmuszając Bozize do ucieczki. Francja, której zależało na dobrych relacjach z Czadem, nie udzieliła pomocy Bozize, na co wpływ miał także dyktatorski charakter jego rządów. Oczekiwanie demokratyzacji było jednak skrajną naiwnością i zamiast tego doszło do walk między Seleką a chrześcijańską antibalaką. Djotodia stracił władzę po niespełna roku, a pod koniec 2013 r. Francja rozpoczęła operację Sangaris (zakończoną w 2016 r.) by nie dopuścić do ludobójstwa w RŚA. Na początku 2016 r. wybory prezydenckie, do których Bozize nie został dopuszczony, wygrał Faustin – Archange Touadera, b. premier z czasów Bozize. B. prezydenta nie dopuszczono też do wyborów na przełomie 2020/2021 r., gdy Touadera już mocno wspierał się na Rosji. To dzięki niej zdobył reelekcję, a przesłani mu w sukurs wagnerowcy odparli atak rebeliantów na stolicę. W międzyczasie Bozize pogodził się z Czadem, a co za tym idzie również z Francją, która poniewczasie dostrzegła, że odmowa pomocy Bozize była błędem i otworzyła Rosjanom drogę do RŚA. Pod rządami Touadery rosyjski język i propaganda przeniknęła do szkolnictwa i opanowały media (nawet bajki dla dzieci zawierają obecnie rosyjską propagandę). RŚA stała się też centrum rosyjskiej dezinformacji. Jednocześnie próbowała wspierać rebeliantów przeciwko Mahamatowi Deby'emu w Czadzie. W lutym 2022 r. władze Czadu ujawniły, że Timan Erdimi, lider jednej z grup rebelianckich, planował zdobyć Ndżamenę przy pomocy wagnerowców. Nic z tego jednak nie wyszło, a w kwietniu Erdimi zawarł porozumienie z Debym. Natomiast Czad udzielił azylu Bozize i to właśnie prawdopodobnie b. prezydent RŚA stał za ostatnim atakiem na Bossangoa.

    Czad od 1990 r. do 2021 r. rządzony był żelazną ręką przez Idrissa Deby'ego . Czad jest krajem o zróżnicowanej kompozycji plemiennej, przy czym Deby pochodził z ludu Zaghawa, stanowiącego zaledwie 2,4 % jego populacji. To było jedną z przyczyn ciągłych walk z rebeliantami, zwłaszcza z Frontu dla Zmiany i Zgody w Czadzie (FACT), który miał swoje bazy w Libii. FACT w libijskiej wojnie domowej początkowo był związany z dżihadystami zwalczanymi przez Libijską Armię Narodową gen. Chalify Haftara, ale w 2017 r. przeszedł na pozycje neutralne, a obecni w Libii wagnerowcy zaczęli szkolić tę formację. Dzięki wsparciu ze strony Rosji FACT w kwietniu 2021 r. uderzył na północny Czad a w walkach zginął Idriss Deby. Władzę natychmiast przejął syn zabitego prezydenta, 37-letni Mahamat „Kaka" Deby, choć zgodnie z czadyjską konstytucją tymczasową głową państwa powinien zostać przewodniczący parlamentu. Tym razem Francja jednak przymknęła oko na ten de facto przewrót wojskowy, co było związane z kluczową rolą Czadu (pod rządami Deby'ego ) jako regionalnego sojusznika Francji. Dotyczyło to w szczególności roli jaką wojsko czadyjskie odgrywało w Sahelu od czasu francuskiej interwencji przeciwko dźihadystom w Mali w styczniu 2013 r. (operacja Serwal). Czad wysłał wówczas ponad 2000 swoich żołnierzy w ramach wsparcia Francji, a zastępcą dowódcy tych sił był 29-letni wówczas Mahamat Deby, który wcześniej odbył edukację wojskową we Francji. Deby odznaczył się w szczególności w czasie bitwy w górach Ifoghas, w której siły francusko-czadyjskie rozbiły związanych z Al Kaidą dżihadystów.
    Mahamat Deby miał początkowo przejąć władzę na 18 miesięcy, ale w październiku termin ten został przedłużony o 2 lata, a dla zachowania pozorów stworzono „parlament", do którego Deby powołał również przedstawicieli niektórych ugrupowań rebelianckich. Cicha akceptacja tego przez Francję była przejawem politycznego realizmu wobec coraz silniejszej obecności rosyjskiej w regionie. W trzech (spośród sześciu) państw sąsiadujących z Czadem (Libia, Sudan i RŚA) zainstalowali się bowiem wagnerowcy, a złoto wydobywane z kontrolowanych przez Rosję kopalń w Sudanie pomaga jej w przeciwdziałaniu skutkom nałożonych na nią sankcji. Ponadto Czad był kluczowym krajem tzw. G5, stworzonej jako sojusz 5 państw Sahelu do wspólnej z Francją (i jej sojusznikami działającymi w ramach Grupy Zadaniowej Takuba) walki z dżihadystami. Tyle, że G5 już nie istnieje bo dwóch jej członków tj. Mali i Burkina Faso, znalazło się w orbicie rosyjskiej. W Mali, gdzie doszło do dwóch przewrotów, kolejno w sierpniu 2020 i w maju 2021, w końcu 2020 r. junta sprowadziła wagnerowców, a w sierpniu 2022 Francja została zmuszona do wycofania się z tego kraju.
    W Burkina Faso w październiku 2014 r. obalony został Blaise Compaore, który sprawował tam rządy od 27 lat i był oceniany jako z jednej strony dobry sojusznik Francji i USA, a z drugiej autorytarny dyktator. Jednak również i w tym kraju zamiast demokratyzacji doszło do chaosu i przejęcia kontroli nad znaczną jego częścią przez dżihadystów. W styczniu 2022 r. prezydent Roch Kabore został obalony przez ppłk Paula-Henriegp Damibę, którego wcześniej mianował szefem operacji antyterrorystycznych. Powodem była różnica zdań na temat sprowadzenia wagnerowców, na co Kabore się nie zgadzał. Damiba, który przechodził szkolenia we Francji i USA, ostatecznie jednak nie zdecydował się na „wariant malijski", zapewne pod wpływem doświadczeń z sąsiedniego kraju, gdzie wagnerowcy dali się już poznać jako brutalna formacja popełniające liczne zbrodnie i grabieże, lecz nieskuteczna w walce z terrorystami. Dlatego 30 września 2022 r. Damiba został obalony w wyniku przewrotu młodszych oficerów z kpt Ibrahimem Traore na czele, przy czym prawdopodobnie doszło do tego z pomocą Rosjan. Świadczy o tym obecność flag rosyjskich wśród zwolenników Traore jak również gratulacje jakie nowy szef junty otrzymał od szefa wagnerowców Jewgienija Prigożina, który stwierdził, że „do stycznia tego roku naród Burkina Faso znajdował się pod uciskiem kolonialistów, którzy grabili naród" ale Damiba „nie zyskał zaufania młodszych oficerów" i dlatego „oni zrobili to co było konieczne".

    Rosja i Francja od dawna toczą ze sobą również wojnę informacyjną w Sahelu (i ogólnie w Afryce), w której to raczej Rosja, eksploatująca resentymenty antykolonialne, miała dotąd przewagę. Jednakże aktywność wagnerowców w Mali, a w szczególności dokonywanie przez nich masakr ludności cywilnej, spowodowała, że Rosjanie zastąpili Francuzów jako cel dżihadystycznej propagandy. Rosjanie nie wnikając w subtelności równowagi etnicznej w Mali wpisali się w wojnę etniczną dominujących na południu Bambara z utożsamianymi z sympatiami dżihadystycznymi koczownikami Fulani (13 % z 20 mln populacji tego kraju). Od kiedy Rosjanie zastąpili w Mali Francuzów znacznie wzrosła liczba ofiar cywilnych konfliktu. Tylko w ciągu pierwszych 6 miesięcy 2022 r. zginęło tam 860 cywilów, przy czym 40 % zostało zabitych przez armię Mali i jej rosyjskich sprzymierzeńców. Dotyczy to m.in. masakry w Moura w marcu br., gdzie spośród 300 zabitych tylko ok. 30 było związanych z dżihadystami JNIM.
    Po wycofaniu sił z Mali do Nigru prezydent Francji Emanuel Macron ogłosił 9 listopada koniec trwającej od sierpnia 2014 r. operacji Barkhane. Krok ten wymuszony został rozpadem G5 oraz nieprzyjazną postawą junt w Mali i Burkina Faso. W dodatku Rosjanie zaczęli inspirować antyfrancuskie inicjatywy również w Nigrze, gdzie w marcu 2021 doszło również do próby przewrotu (nieudanej). Jednocześnie kolejne kraje zaczęły wycofywać się z ONZ-owskiej misji MINUSMA, gdyż żołnierze służący w niej znajdowali się w coraz trudniejszej sytuacji ze względu na postawę junty i aktywność Rosjan. W listopadzie wycofanie się z ONZ-owskiej misji pokojowej ogłosiła Wielka Brytania i Wybrzeże Kości Słoniowej, a Niemcy zamierzają wycofać się w maju 2024 r., o ile mandat misji zostanie przedłużony w czerwcu 2023 r. Jest to jednak wątpliwe, gdyż MINUSMA, bez wsparcia Barkhane i międzynarodowej Takuby, skazana jest na porażkę.
    Francuzi ogłaszając koniec misji Barkhane nie zamierzają bynajmniej wycofywać się z zaangażowania w Sahelu, który pozostaje najważniejszym dla nich obszarem strategicznym. 3 tys. żołnierzy francuskich ma pozostać w Czadzie i Nigrze na podstawie umów dwustronnych. Francja coraz mocniej przeciwstawia również propagandzie rosyjskiej narrację wskazującą na kolonialny i imperialny charakter Rosji. Oczywiście kolonialna i postkolonialna przeszłość Francji powodują, że prawda o Rosji z trudem się przebija do świadomości Afrykańczyków ale aktywność wagnerowców i coraz szybciej rozwijająca się katastrofa wewnętrzna w Mali spowodowana zastąpieniem Francuzów przez Rosjan, z całą pewnością zadziałają edukacyjnie. Francja wciąż potrzebuje jednak wsparcia sojuszników. Ważnym krokiem jest uzgodnienie między Macronem a Bidenem wzajemnego wsparcia USA i Francji w Afryce i Indo-Pacyfiku. Warto zatem, by Polska również zweryfikowała swoje stanowisko w kwestii współpracy z Francją i zaangażowała się we wsparcie polityki Paryża w Afryce, zgodnie z koncepcją optyki 360 stopni. Większe zaangażowanie Polski w Afryce sprzyjać będzie bowiem ograniczaniu przez Rosję zdolności odtwarzania potencjału przez Rosję przy użyciu afrykańskich zasobów oraz większemu zaangażowaniu Francji na flance wschodniej, w tym w Polsce. Francja bowiem wielokrotnie pokazała (m.in. w odniesieniu do uczestniczących w Takubie Rumunii i Estonii), że poważnie podchodzi do zasady wzajemności.
    https://defence24.pl/geopolityka/wojna-o-czarny-lad-paryz-i-moskwa-w-walce-analiza

    Polskie Thundery i Czarne Pantery w Gdyni.

    Polskie Thundery i Czarne Pantery w Gdyni.

    Do portu w Gdyni dostarczono zakupione w Republice Korei haubice samobieżne K9A1 Thunder i czołgi podstawowe K2 Black Panther (ang. Czarna Pantera).
    Pierwsza dostawa objęła 10 czołgów i 24 haubice K9A1. W lipcu podpisano z koncernem Hyundai Rotem umowę ramową na dostawę do 1000 czołgów K2/K2PL, a w sierpniu - pierwszą umowę wykonawczą na dostawę 180 czołgów wraz z pakietem szkoleniowym, logistycznym oraz symulatorami w latach 2022-2025, za kwotę 3,34 mld USD. Umowa obejmuje także pakiet amunicji, pierwsze czołgi trafią do 20 Brygady Zmechanizowanej.
    Uroczystość przywitania tych czołgów odbyła się z udziałem prezydenta RP Andrzeja Dudy, szefa MON Mariusza Błaszczaka oraz szefa BBN Jacka Siewiery. Stronę koreańską reprezentowali Eom Dong-hwan, minister ds. agencji DAPA, wiceminister obrony Yoo Dong-joon oraz wysocy rangą przedstawiciele przemysłu, w tym między innymi Son Jaeil, President and CEO of Hanwha Aerospace oraz Lee-Bo Hwan, Executive Vice President of Hanwha Aerospace Business in Europe.

     

    Druga z umów wykonawczych dotyczy 212 haubic samobieżnych K9A1, produkowanych przez firmę Hanwha Aerospace (niedawno połączyła się z Hanwha Defense). Podobnie jak w wypadku czołgów, umowa obejmuje haubice oraz pakiet szkoleniowy i logistyczny oraz dużą ilość amunicji, nie obejmuje natomiast wozów towarzyszących. Haubice będą jednak wyposażone w polskie środki łączności wewnętrznej i zewnętrznej oraz zintegrowane z Zautomatyzowanym Zestawem Kierowania Ogniem Topaz, co w założeniu ma umożliwić im korzystanie z polskich wozów dowodzenia, także tych używanych dziś w modułach ogniowych Regina z haubicami Krab.
    Wartość umowy to 2,4 mld USD (ok. 10,75 mld PLN po obecnym kursie), dostawy przewidywane są w latach 2022-2026. Pakiet szkoleniowy obejmuje też, jak zapewnia Agencja Uzbrojenia, wyposażenie symulatorowe. Pierwsze haubice zostaną przekazane do 11 Mazurskiego Pułku Artylerii.
    Zakupy sprzętu w Republice Korei są finansowane w pierwszej kolejności Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych. Wiążą się z przyjęciem ustawy o obronie Ojczyzny i potrzebą szybkiego wzmocnienia Sił Zbrojnych RP, także w związku z przekazaniem części sprzętu (w tym czołgów T-72M/M1/M1R, a także PT-91 Twardy oraz haubic Krab i Goździk) Ukrainie. W drugim etapie realizacji umów ramowych na czołgi K2 i haubice K9 dostarczane mają być wozy w wersjach K2PL i K9PL, powstające w ramach współpracy przemysłowej.
    K2 Black Panther to czołg podstawowy opracowany przez południowokoreański Hyundai Rotem i używany w liczbie około 200 w armii Republiki Korei, która wprowadza te wozy w celu stopniowego zastępowania starszych amerykańskich M48. Przy budowie wozu wzięto pod uwagę wnioski z programu K1/K1A1, czyli wspólnej pracy z amerykańskim General Dynamics (czołgów K1 w służbie jest około tysiąca i są modernizowane).
    K2 w obecnej wersji ma masę 55 ton i 3-osobową załogę, uzbrojenie główne stanowi koreańska armata 120 mm z lufą o długości 55 kalibrów. Czołg ma 1500-konny silnik, co wraz z zawieszeniem hydropneumatycznym zapewnia bardzo dobrą mobilność, jest też zgodny z NATO Generic Vehicle Architecture. Pojazd cechuje się zaawansowanym systemem kierowania ogniem i od momentu projektowania jest dostosowany do integracji systemów zarządzania polem walki klasy BMS. Posiada warstwowy pancerz, uzupełniany przez opancerzenie reaktywne. Jest też przystosowany do instalacji aktywnych systemów ochrony pojazdów klasy soft-kill i hard-kill.
    K9 Thunder to południowokoreańska armatohaubica samobieżna zaprojektowana przez koncern Samsung Techwin na potrzeby południowokoreańskiej armii, produkowana obecnie przez koncern Hanwha Land Systems. Załoga składa się z pięciu osób: dowódcy, działonowego, ładowniczego, pomocnika ładowniczego i kierowcy. Główne uzbrojenie stanowi armata kal. 155 mm o długości 52 kalibrów zapewniająca zasięg ognia 40 km (i nawet do 54 km amunicją specjalną, w wypadku K9A1 i nowszych). Zapas amunicji wynosi 48 nabojów i ładunków miotających gotowych do użycia.Napęd stanowi silnik wysokoprężny MTU MT 881 Ka-500 o mocy 1000 KM, który zapewnia przy masie 47 ton prędkość maksymalną 67 km/h i zasięg 480 km. Podwozie K9 produkowane na licencji w Hucie Stalowa Wola jest używane w haubicach Krab, wykorzystywanych z powodzeniem bojowo na Ukrainie.
    W wersji K9A1 zmniejszono liczbę ładowniczych do 1, co spowodowało redukcję załogi do 4 osób. Wariant K9A2 ma dysponować automatem ładowania, co pozwoli na dalszą redukcję załogi do 3 osób. Jest oferowany m.in. Wielkiej Brytanii, podczas gdy haubice K9A1 w NATO są używane przez Norwegię i Estonię, a w Europie także przez kandydującą do Sojuszu Północnoatlantyckiego Finlandię.
    Kolejna wersja K9A3 będzie jednak dysponować lufą o długości 58 kalibrów, co przełoży się na zwiększenie donośności do ponad 70 km. W dłuższej perspektywie Hanwha Defense zamierza opracować w ramach rodziny K9 system Next Generation Howitzer, o znacznie wyższych parametrach.
    https://defence24.pl/sily-zbrojne/polskie-thundery-i-czarne-pantery-w-gdyni-foto

    Druk 3D może pomóc przy produkcji cennych radiofarmaceutyków

    Druk 3D może pomóc przy produkcji cennych radiofarmaceutyków

    W procesie produkcji cennego radiofarmaceutyku, molibdenu-99, kluczową rolę odgrywają cienkie tarcze uranowe. Europejski patent, właśnie przyznany naukowcom z Narodowego Centrum Badań Jądrowych w Świerku, może tę produkcję zoptymalizować dzięki tarczom wykonanym z użyciem druku przestrzennego.
    Współczesne techniki obrazowania budowy i funkcji ludzkiego ciała - potrzebne choćby w diagnozie chorób nowotworowych - w istotnej części zależą od radiofarmaceutyków, czyli substancji czynnych zawierających odpowiednio dobrane izotopy promieniotwórcze. Gdy radiofarmaceutyk zostanie wprowadzony do organizmu pacjenta, jego przepływy lub miejsca kumulacji można monitorować rejestrując fotony emitowane przez jądra rozpadającego się radioizotopu.
    Pełny artykuł na dzienniknaukowy.pl

    Chemioterapia może zwiększać podatność na choroby w przyszłych pokoleniach

    Chemioterapia może zwiększać podatność na choroby w przyszłych pokoleniach

    Chemioterapia niszczy komórki nowotworowe i zapobiega ich namnażaniu, ale niesie ze sobą wiele skutków ubocznych. Naukowcy odkryli właśnie kolejne. Okazuje się, że powszechnie stosowany chemioterapeutyk może spowodować wiele problemów zdrowotnych dzieciom i wnukom pacjentów, którym uratował życie.
    Naukowcy z Washington State University ustalili, że skutki uboczne Ifosfamidu, który jest stosowany jako chemioterapeutyk, mogą ujawnić się w przyszłych pokoleniach. Środek ten jest pochodną iperytu azotowego, czyli bojowego środka trującego. A ponieważ wpływa na cały organizm, dotyka też układ rozrodczy.

    • Nasze odkrycia sugerują, że jeśli pacjent otrzymuje chemioterapię, a następnie ma dzieci, jego wnuki, a nawet prawnuki mogą mieć zwiększoną podatność na choroby z powodu narażenia ich przodka na chemioterapię – mówi Michael Skinner, biolog z Washington State University.
      Opis i rezultaty badań ukazały się na łamach pisma „iScience” (DOI: 10.1016/j.isci.2022.105570).
      Pełny artykuł na dzienniknaukowy.pl

    Infekcja pasożytem wpływa na wilki i zamienia je w przywódców stada

    Infekcja pasożytem wpływa na wilki i zamienia je w przywódców stada

    Infekcja pierwotniakiem wywołującym toksoplazmozę może zmienić zachowanie zarażonych nim zwierząt. Obserwacje wilków z Yellowstone pokazały, że pasożyt powoduje zwiększenie agresji zarażonych osobników i skłania je do podejmowania wzmożonego ryzyka. W nowych badaniach uczeni ustalili, że infekcja zwiększa prawdopodobieństwo, że konkretny osobnik stanie się przywódcą stada aż o 46 razy. Naukowcy pokazali też, że skutki działalności tego pasożyta w środowisku naturalnym są niedostatecznie zbadane, a jego rola w ekosystemach i zmianie zachowań zwierząt niedoceniana.
    Osobniki zarażone pasożytem zmieniającym zachowanie częściej stają się przywódcami watahy lub całkowicie ją opuszczają - wynika z obserwacji ponad 200 wilków szarych (Canis lupus) w Parku Narodowym Yellowstone. Tym samym rośnie liczba dowodów na to, że jednokomórkowy pasożyt Toxoplasma gondii zmienia umysły swoich gospodarzy, skłaniając ich do bardziej ryzykownych zachowań.
    „Zidentyfikowaliśmy znaczny wzrost szans na odłączenie się lub zostanie przywódcą stada, oba zachowania są ryzykowne dla wilków” – piszą autorzy artykułu. Wszystkie obserwowane osobniki były zarażone T. gondii. Oba obserwowane zachowania są kluczowe w życiu wilków i mogą wpłynąć na ich całą populację.
    Nowe badania opublikowano w czasopiśmie „Communications Biology” (DOI: 10.1038/s42003-022-04122-0).
    Pełny artykuł na dzienniknaukowy.pl

    Ukraińskie drony kontra rosyjskie bombowce

    Ukraińskie drony kontra rosyjskie bombowce

    Z nagrań publikowanych w Internecie wynika, że doszło do dwóch eksplozji na strategicznych obiektach w Rosji. Większa eksplozja miała miejsca w Saratowie. Niepotwierdzone informacje mówią o zniszczeniu lub uszkodzeniu dwóch strategicznych rosyjskich bombowców Tu-95. Do eksplozji doszło także w Rostowie.
    Z opublikowanego w Internecie materiału wideo wynika, że do eksplozji doszło w rosyjskiej bazie lotniczej Engels w Saratowie, skąd przeciwko Ukrainie startują strategiczne bombowce Tu-95. Wybuch miał zniszczyć dwa z nich. Nieoficjalnie mówi się o akcji ukraińskich bezzałogowców. Saratow leży na północ od Wołgogradu, w głębi Rosji. Jeżeli informacja by się potwierdziła oznaczałoby to, że Rosja nie jest w stanie chronić swoich strategicznych obiektów nawet w głębi terytorium.
    Gubernator Saratowa, zdaniem serwisu liveumap.com, skomentował sprawę słowami, że „nie ma powodów do paniki". O tym, że zniszczone zostały bombowce stwierdził także Jurij Ihnat, rzecznik ukraińskiego lotnictwa cytowany przez serwis ukrinform.net. „Wybuch nastąpił w bazie lotniczej Engels. Napisali: dwa raszystowskie bombowce strategiczne zostały uszkodzone. Zgłoszono ofiary" – czytamy w artykule ukraińskiego serwisu.

    O użyciu bombowców przez rosyjskie lotnictwo przeciwko Ukrainie pisał dziennikarz defence24.pl Juliusz Sabak – „Nie jest też wykluczone, że wiąże się to ze zmianą taktyki użycia tych maszyn w Ukrainie. Dotąd operując z macierzystej bazy Engels-2 w której stacjonuje 121. Pułk Ciężkich Bombowców w pobliżu Saratowa, około 700 km od granic Ukrainy, samoloty te atakowały cele w głębi terytorium Ukrainy. Wykorzystywano do tego pociski manewrujące z głowicami konwencjonalnymi, ale takie same pociski służą też do przenoszenia głowic jądrowych a ich zasięg przekracza 2000 km".
    W drugiej eksplozji miały zginąć trzy osoby, a sześć zostało rannych. Wybuch miał miejsce w bazie wojskowej Diagilewo pod Razaniem. W tym drugim przypadku, z pojawiających się informacji wynika, że powodem eksplozji był pożar ciężarówki z paliwem.
    Wiele wskazuje na to, że w atakach na cele w głębi Rosji wykorzystano nowy typ bezzałogowca, który opracowano na Ukrainie w ramach państwowego koncernu Ukroboronprom. Pojawiające się niedawno komunikaty mówiły o stworzeniu maszyny zdolnej do przeniesienia ładunku o masie 75 kg (stosunkowo dużo jak na BSP) na dystans nawet ponad 1000 km. Jak na razie szczegóły uderzenia nie są jednak znane.
    https://defence24.pl/geopolityka/ukrainskie-drony-kontra-rosyjskie-bombowce

    Test nuklearny Trinity. Fizycy bali się, że bomba zapali ziemską atmosferę

    Test nuklearny Trinity. Fizycy bali się, że bomba zapali ziemską atmosferę

    Trinity to kryptonim pierwszego testu broni atomowej. Twórcy implozyjnej broni atomowej z racji jej skomplikowania postanowili ją wcześniej przetestować zanim miała być wykorzystana w warunkach bojowych. Test mimo trudności powiódł się, ale niektórzy fizycy do końca bali się, że wybuch może doprowadzić do zapalania ziemskiej atmosfery.
    Projekt Manhattan (od miejsca pierwszej siedziby projektu) był przedsięwzięciem badawczo-rozwojowym podczas II wojny światowej, w ramach którego wyprodukowano pierwsze bomby atomowe. Przewodziły mu Stany Zjednoczone przy wsparciu Wielkiej Brytanii i Kanady. Od 1942 do 1946 roku projektem kierował generał Leslie Groves z Korpusu Inżynierów Armii USA, który wcześniej nadzorował budowę Pentagonu (siedziba Departamentu Obrony Stanów Zjednoczonych). Natomiast dyrektorem Laboratorium w Los Alamos, gdzie fizycy pracowali nad zagadnieniami związanymi z bronią atomową, był fizyk Robert Oppenheimer.
    Projekt Manhattan rozpoczął się w 1939 r., rozrósł się do zatrudnienia ponad 130 000 osób i kosztował prawie 2 miliardy dolarów (równowartość ok. 25 miliardów dolarów w 2022 r.). Najwięcej pochłonęła budowa kompleksu obiektów do wytwarzania materiałów rozszczepialnych. Badania i produkcja odbywały się w ponad trzydziestu lokalizacjach w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Kanadzie.
    Projekt doprowadził do opracowania dwóch typów bomb atomowych. Pierwszą była stosunkowo prosta bomba o rdzeniu uranowym. Drugą natomiast bardziej złożona plutonowa broń atomowa typu implozyjnego
    Pełny artykuł na historia.org.pl

    Niesamowite obrazy artystów hiperrealistów

    Niesamowite obrazy artystów hiperrealistów

    Patrząc na obrazy hiperrealistów, trudno uwierzyć, że to nie fotografia artystyczna. Płótna są namalowane za pomocą różnych technik: artyści wykorzystują farby olejne, akrylowe, pastele i akwarele, grafiki, przypominające czarno-białe zdjęcia, malując ołówkiem, węglem lub długopisem.
    Niektóre prace oprócz fotograficznej dokładności mają efekt trójwymiarowy, odnosisz wrażenie, że przedmioty pokazane na zdjęciu można wziąć do ręki prosto z płótna.
    Realizm był nieodłącznym elementem zachodniej sztuki od czasów Starożytnej Grecji. Ale w 60-70 latach XX wieku popularność realistycznych obrazów osiągnęła apogeum, i powstały takie style w malarstwie jak fotorealizm i hiperrealizm. Te kierunki pozostają popularne do dziś.
    Fotorealizm i hiperrealizm często są mylone, choć mają wiele różnic. Fotorealizm ma na celu odtworzenie obrazu za pomocą różnych środków, unikając emocji. Hiperrealizm, wręcz przeciwnie, dodaje fabułę i uczucie i wywodzi się z filozofii Jeana Baudrillarda: "Symulacja czegoś, co nigdy nie istniało". Przedstawiamy najciekawsze prace artystów hiperrealistów z całego świata.
    Pełny artykuł na womanadvice.pl

    Kawa po wietnamsku – rodzaje, sposoby parzenia, przepisy

    Kawa po wietnamsku – rodzaje, sposoby parzenia, przepisy

    Kawa po wietnamsku czyli „den” to obecnie jedna z naszych nowych przyjemności. Pierwszy raz natknęliśmy się na nią, a jakże, w wietnamskiej knajpce w Poczdamie. Po nitce do kłębka poznaliśmy jej genezę oraz kilka ciekawostek o kawie w Wietnamie. I tak naprawdę była jednym z impulsów, by polecieć do tego kraju i dowiedzieć się na miejscu więcej.
    Przyznaj, że większość krajów Azji kojarzymy z herbatą? Podobnie jest z Wietnamem, który należy do piątki największych światowych eksporterów herbaty. Jednak w samym Wietnamie to kawa jest napitkiem, którym delektują się Wietnamczycy przesiadujący w knajpkach.
    Kawę do Wietnamu przywieźli Francuzi, tęskniący za smakami Europy. Wietnamczycy zmodyfikowali i wzbogacili sposób jest palenia, parzenia podawania.
    Pełny artykuł na szalonewalizki.pl

    Koreański BWP PL21 z polską wieżą

    Koreański BWP PL21 z polską wieżą

    Przedstawiciel koncernu Hanwha zaprezentował podczas polsko-koreańskie seminarium współpracy przemysłu obronnego pojazd PL21, czyli oferowany Polsce wariant ciężkiego bojowego wozu piechoty AS21. Maszyna ma być wyposażona w polską wieżę bezzałogową ZSSW-30 zamiast wieży załogowej. Będzie to więc pojazd odmienny od testowanego przez 18. Dywizję AS21 Redback, czyli pojazdu opracowanego dla Australii.
    "W ramach programu bojowego wozu piechoty PL-21 oferujemy nasze rozwiązanie w zakresie ciężkiego bwp z polską wieżą ZSSW-30. Będzie to połączenie polskich i koreańskich technologii, które Hanwha wypracowuje wspólnie z HSW a integracja będzie realizowana w Polsce."
    Pojazd AS21/PL21 w wersji z wieżą bezzałogową wbrew pojawiającym się w mediach doniesieniom nie będzie powstawał od podstaw. Bryła kadłuba oparta będzie o rozwiązania opracowane dla wersji amerykańskiej a nie australijskiej, która została dostarczona na tak zwane testy w 18. Dywizji. Chodzi o program Optionally Manned Fighting Vehicle czyli następcy wozów M2/M3 Bradley dla US Army w którym Oshkosh Defense oferuje pojazd oparty na podwoziu AS21 z wieżą bezzałogową. Jest to jeden z „finalistów" tego programu, którzy przeszli do trzeciej z pięciu faz programu.

    "AS21 Redback to pojazd opracowany zgonie z wymaganiami Australii z wieżą załogową. Ale w ramach drugiej fazy programu amerykańskiego bojowego wozu piechoty przyszłości rozwijamy wspólnie z firmą Oshkosh pojazd OMFV z wieżą bezzałogową. Polski PL21 to polskie rozwiązanie, oparte o koreańskie technologie i możliwości techniczne oraz produkcyjne."
    Przedstawiciel koncernu Hanwha podkreślił nie tylko planowaną szeroką współpracę ze stroną polską, ale też inne zalety PL21, wśród których jest m. in. wysoka kompatybilność z podwoziem haubicoarmat Krab i K9, która została zamówiona dla Wojsk Lądowych. Mowa tu o tak kluczowych elementach jak silnik, układ przeniesienia mocy, zawieszenie czy układ sterowania.

    Takie rozwiązanie ma znacznie usprawnić procesy serwisowe i obniżyć koszty eksploatacji, ale też przyspieszy produkcję i może zwiększyć zaangażowanie polskiego przemysłu w ten projekt. Wielokrotnie podkreślono znaczenie polskiej części prac nad projektem i możliwość szerokiego dostosowania do wymagań użytkownika. Otwartą kwestią pozostaje to, jak pogodzić tak szeroką polonizację i customizacje z krótkim czasem dostawy, który zdaniem MON jest jednym z atutów tego rozwiązania.
    Warto też odnotować, że koncern Hanwha proponuje współpracę nie tylko w zakresie wprowadzenia do służby w polskiej armii bojowych wozów piechoty PL21, ale również dalszego rozwoju platform tego typu. Mowa tu o projektowanym obecnie bwp nowej generacji, wyposażonym w napęd hybrydowy i uzbrojonym w armatę automatyczną kalibru 40 mm.
    https://defence24.pl/przemysl/koreanski-bwp-pl21-z-polska-wieza

    Wagnerowcy pod Bachmutem. Organizacja i taktyka.

    Wagnerowcy pod Bachmutem. Organizacja i taktyka.

    Niedawno żołnierze Sił Zbrojnych Ukrainy (SZU) odnaleźli przy jednym z poległych wagnerowców cenną zdobycz. Był to tablet dowódcy, którego zawartość pozwoliła Ukraińcom lepiej zapoznać się z organizacją oraz taktyką tej części wojsk inwazyjnych. Dzięki niej można zrozumieć źródła sukcesów, ale również niepowodzeń i ciężkich strat formacji najemniczych pod Bachmutem.
    Pole bitwy: Bachmut
    Obecnie sytuacja strony ukraińskiej na tym odcinku frontu jest ciężka. Linia frontu już latem znalazła się w pobliżu Bachmutu, Rosjanie próbowali go zdobyć szturmami już wtedy. W okresie jesiennym pole bitwy zaczęło przypominać Flandrię i północno-wschodnią Francję z okresu I wojny światowej. Okopy, wszechobecne błoto, deszcze, zrównane z ziemią zabudowania i sterczące z ziemi pnie zniszczonych przez ostrzały drzew. Wszystkiemu towarzyszą jałowe szturmy Rosjan na pozycje ukraińskie (i sporadyczne akcje zaczepne Ukraińców) oraz ostrzały artyleryjskie i nieprecyzyjne naloty. Za słowami polskiego dziennikarza Marcina Lachowskiego sam Bachmut nie jest jeszcze doszczętnie zrujnowany, ale w pobliskich miejscowościach (np. w Sołedarze) nie ma budynku, który nie ucierpiałby w wyniku walk lub ostrzału artylerii.
    Niektóre pozycje ukraińskie są atakowane 7-8 razy na dzień. Żołnierz Batalionu „Swoboda" Gwardii Narodowej Jewhenij Oropaj, w wywiadzie dla Radia NW opisał w jakich warunkach walczą jego towarzysze broni:
    "Tutaj rzeczywiście jest gorąco, jest wiele szturmów, dużo artylerii, moździerzy i lotnictwa. Nasz wróg na żadnych innych kierunkach, na innych pozycjach, nie szturmował tak zaciekle jak tutaj. To naprawdę trudne [walka na odcinku bachmuckim]. Chłopcy nie zważając jednak na to jak paskudna jest pogoda, wielu chłopaków choruje, nie są po prostu 300-ni [sowiecki termin, którym określało się rannych, do dziś stosowany w SZ FR i SZU], wielu ma gorączkę, siedzą w chłodnych okopach i czekają na uderzenie przeciwnika. Mogę stwierdzić, że z czymś takim jeszcze się nie zetknęliśmy. Ściągnięto tu dużo wojska. Pozycje są zasypane trupami orków [tj. żołnierzy rosyjskich], którzy szturmują dzień za dniem. Bywają sytuacje, gdy pod pozycjami leży 70 do 100 zwłok orków, kolejni podchodzą [do linii ukraińskich] i próbują okopać się pod tymi trupami."
    Istotnym wyzwaniem dla obu walczących stron jest również zaopatrzenie oraz przygotowanie do zimy. Jeśli wierzyć słowom Oropaja, jego formacja jest w 90% wyekwipowana, mają dostęp do ciepłej żywności oraz tzw. burżujek, czyli piecyków. Nie był on jednak w stanie potwierdzić czy inne oddziały ukraińskie również znajdują się w tak komfortowej sytuacji. Podkreślił, że słyszał o brakach w ekwipunku w niektórych oddziałach SZU.
    W przypadku strony rosyjskiej pojawia się za to sporo doniesień o fatalnej sytuacji jeżeli chodzi o warunki egzystowania na froncie. Filmiki nagrane przez drony zrzucające granaty na pozycje przeciwnika dowodzą, że część Rosjan umiera z powodu hipotermii. Oznacza to, że liczba chorych jest z pewnością jeszcze większa. Prawdopodobnie najsilniejsze mrozy dopiero przed obiema stronami konfliktu, więc należy oczekiwać dość gwałtownego wzrostu odsetka strat niebojowych u Rosjan. Szczególnie, że nadal kuleje u nich logistyka, a do tego zajmują teren mocno zdewastowany w wyniku poprzednich walk (przy czym w dużej mierze to wina samych najeźdźców, którzy zamiast stosować precyzyjny ogień artyleryjski, przez wiele dni lub nawet tygodni równali z ziemią całe kwadraty miejscowości). Brakuje więc budynków, które mogłyby posłużyć za schronienie przez mrozem i wilgocią.
    Wagnerowcy. Organizacja
    Jak wspomniałem wyżej, Ukraińcy zdobyli niedawno pod Bachmutem tablet należący do jednego z dowódców wagnerowców, którzy są ich głównym, a przynajmniej najgroźniejszym, przeciwnikiem na tym odcinku frontu. Najemnicy dzielą się na dwie kategorie:
    I. Kadry – to najbardziej doświadczona część wagnerowców. Są dowódcami oddziałów, sztabowcami, zwiadowcami, logistykami, operatorami artylerii oraz uzbrojenia specjalistycznego. Często są to najemnicy o dość długim „stażu", niektórzy mogli również brać udział w walkach na innych kontynentach (np. w Afryce czy na Bliskim Wschodzie). Dowództwo Grupy Wagnera stara się ich oszczędzać i nie ryzykować nadmiernie ich utratę. Podczas walk pod Bachmutem są rzadko angażowani w bezpośrednie walki czy wysyłani na szczególnie niebezpieczne pozycje. Są świetnie wyposażeni i zmotywowani.
    II. „Mięso armatnie" – w skład tej kategorii wchodzą obecnie głównie osoby, które zostały zwerbowane w koloniach karnych (czyli rosyjskich więzieniach). Choć patron finansowy wagnerowców (zarazem ich nieformalny, ale faktyczny dowódca) Jewhenij Prigożyn swego czasu chciał znaleźć w ten sposób głównie rekruta mającego już doświadczenie służby wojskowej oraz zdolnego do mordowania (stąd na jednym z filmów wprost zachęcał morderców by się zgłaszali), ale wydaje się, że w wyniku strat werbowani są mężczyźni o zróżnicowanym doświadczeniu oraz walorach bojowych. Łącznie szeregi Grupy miały zostać wzmocnione w ten sposób o ok. 23 tysiące skazańców, z których jednak dość duży ułamek już zginął. Wydaje się, że obecnie w tej kategorii znajduje się już niewielu ochotników-awanturników spoza kolonii karnych. „Mięso" przechodzić ma 3-tygodniowy okres szkolenia, po czym jest rzucane na front i traktowane niejednokrotnie jako „materiał jednorazowego użytku". Są przeważnie wyposażeni gorzej od kadr, ale lepiej niż tzw. mobiki, czyli poborowi do SZ FR. Morale jest jednak mocno zróżnicowane. Część byłych „zeków" nie ma wielkiej woli do walki, niektórzy (gdy istnieje taka możliwość) poddają się Ukraińcom i składają obszerne relacje przesłuchującym ich przeciwnikom. Wśród „mięsa" dochodzi również do przypadków odmowy wykonania rozkazu, które mają jakoby kończyć się zgładzeniem bojowników, którzy okazali niesubordynację.
    Na podstawie zawartości zdobycznego tabletu ustalono, że gdy najemnicy przystępują do wykonania zadania to formują oddziały o różnej liczebności: od 8 do 12 lub od 30 do 50 bojowników. Liczebność jest zależna od celu postawionego przed taką grupą, jej uzbrojenia oraz tego czy składa się z kadr czy „mięsa armatniego". Oddziały liczące 30-50 „muzykantów" są rzecz jasna złożone z najemników tej drugiej kategorii. Grupy mniejsze czasem złożone są z cennych specjalistów, którzy mają obsługiwać np. broń wsparcia.
    Na uzbrojeniu „muzykantów" znajduje się broń pancerna, artyleria, moździerze, granatniki automatyczne kal. 30 mm, a nawet samoloty szturmowe Su-25. Wyposażeni są również w drony rozpoznawcze (wojskowe jak i komercyjne, np. Mavic) i kamikadze (Lancet). Uzbrojenie piechoty znacząco nie różnic się od wyposażenia regularnych jednostek armii rosyjskiej. Od SZ FR wagnerowców odróżnia jednak wykorzystywanie jako zasobów łączności radiostacji produkcji amerykańskiej oraz przemienników firmy Motorola. Poza tym „muzykanci" wykorzystują również krótkofalówki Baofeng. Prawdopodobnie jednostki najemników są lepiej wyposażone w noktowizory oraz termowizory, choć pod znakiem zapytania stoi generacja oraz jakość tych urządzeń.
    Wagnerowcy. Taktyka
    Z uwagi na krótki okres szkolenia „mięsa armatniego" oraz dość mały odsetek doświadczonej kadry dowództwo Grupy Wagnera opracowuje bardzo szczegółowo plany swych działań zaczepnych. Dane znajdujące się w zdobycznym tablecie wskazują na to, że nie daje ono dowódcom polowym oraz ich podwładnym swobody działania. Z góry ustalone są pozycje wyjściowe pojedynczych „muzykantów", a nawet trasa ich ataku.
    Dlaczego? Zapewne wynika to właśnie z krótkiego przeszkolenia zwerbowanych kryminalistów. Nie wymaga się od nich dużej samodzielności i inicjatywy (poza zabijaniem wroga rzecz jasna). Dowódcy oddziałów szturmowych obserwują ruch swoich podwładnych z dronów komercyjnych, czasem wydając rozkazy „oficerom" będącym na polu walki. Treść rozkazów jest przy tym bardzo lakoniczna.
    Jeżeli chodzi o wspomnianą wyżej organizację oddziałów to te liczące 30-50 najemników są przeznaczone głównie do rozpoznania bojem, szturmów oraz kontrataków. Oddziały o mniejszej liczebności również mogą pełnić rolę jednostek szturmowych, ale wydaje się, że częściej są przeznaczane do działań pomocniczych względem formacji o większej liczbie „bagnetów". Jeżeli oddziały liczące 8-12 bojowników są złożone ze specjalistów, to prędzej ich zadaniem będzie np. obsługa broni wsparcia (m.in. moździerze i granatniki automatyczne).
    Dowództwo nie liczy się zbytnio ze stratami, zwłaszcza wśród tzw. „mięsa armatniego". Wycofać się samodzielnie mogą jedynie ranni lub bojownicy, którzy otrzymali taki rozkaz od dowódcy. Nawet w przypadku fatalnego obrotu spraw na polu walki, odwrót bez zgody „z góry" jest uznawany za zdradę, a wycofujący się wagnerowcy są rozstrzeliwani (choć nie tak spektakularnie jak widzieliśmy to w przypadku Armii Czerwonej w filmie „Wróg u bram" – swoją drogą, wspomniana scena nie miała wiele wspólnego z rzeczywistością). Odwrót całego oddziału w przypadku fiaska ataku niejednokrotnie w ogóle nie jest brany pod uwagę. Dlatego najemnicy ponoszą bardzo duże straty nieodwracalne w walkach w rejonie Bachmutu.
    Broń pancerna jest przez wagnerowców oszczędzana, przeważnie nie uczestniczy w szturmach, ale ostrzeliwuje pozycje ukraińskie z daleka. Następnie czołg lub innych pojazd pancerny wycofuje się by samemu nie zostać porażonym, np. przeciwpancernym pociskiem kierowanym. Bezpośrednie wsparcie grupom szturmowym zapewniają ponadto granatniki automatyczne oraz moździerze 82 mm i 120 mm.
    Niektóre ataki wagnerowców kończą się sukcesem. Główne powody zdaniem Jurija Butusowa, ukraińskiego dziennikarza, korespondenta wojennego i redaktora portalu censor.net, są następujące:
    a) wykorzystanie nierównego terenu oraz warunków pogodowych by podejść jak najbliżej pozycji ukraińskich;
    b) aktywne wykorzystywanie dronów rozpoznawczych do obserwowanie działań podwładnych jak i stanowisk przeciwnika;
    c) nie liczenie się ze stratami (przedpole oraz stanowiska Ukraińców są „zasypywane" najemnikami);
    d) straty ponosi głównie „mięso armatnie", a doświadczone kadry w znacznie mniejszym stopniu, co nie wpływa znacząco na wartość bojową jednostek;
    e) ostrzał pozycji ukraińskich jest bardziej intensywny po nieudanym ataku niż przed nim (Rosjanie mogą wtedy ustalić dokładnie, gdzie obecnie znajdują się stanowiska przeciwnika);
    f) skuteczne okazują się takie ostrzały nawet z wykorzystaniem granatników automatycznych i moździerzy 82 mm;
    g) kolejne ataki z tego samego dnia są przeprowadzane następnie na te pozycje Ukraińców, które zostaną uznane za najsłabsze;
    h) obliczanie sił na zamiary, dowództwo Grupy Wagnera nie stawia swoim podwładnym zbyt ambitnych zadań.
    Propozycje reakcji
    Ten sam Jurij Butusow ma również propozycje reakcji na taktykę przeciwnika. Jego zdaniem na każdym odcinku stale w powietrzu powinny być drony. Szczególną uwagę podczas obserwacji powinno się poświęcić miejscom najbardziej sprzyjającym do ataku ze strony najemników. SZU i inne formacje walczące pod Bachmutem powinny usprawnić również łączność. Butusow uważa, że podczas boju jego rodacy muszą przyjąć bardziej elastyczną obronę, przygotować grupy do przeprowadzania kontrataków, maskować swoje stanowiska oraz tworzyć rezerwowe punkty oporu na wypadek przerwania linii obrony przez wroga lub w sytuacji, gdy trzeba się będzie wycofać celem zminimalizowania strat.
    https://defence24.pl/wojna-na-ukrainie-raport-specjalny-defence24/wagnerowcy-pod-bachmutem-organizacja-i-taktyka-analiza

    WIELKA CZERWONA JEDYNKA PRZYBYWA DO GDYNI

    WIELKA CZERWONA JEDYNKA PRZYBYWA DO GDYNI

    3 grudnia do portu w Gdyni przybyła 2. Brygada 1. Dywizji Piechoty (2nd Armored Brigade Combat Team) amerykańskich wojsk lądowych. Dzięki zaproszeniu ze strony amerykańskiej, która zorganizowała dzień otwarty dla mediów, mogliśmy obserwować fragment rozładunku wyposażenia brygady.
    Przybycie brygady jest kolejnym etapem realizacji misji „Atlantic Resolve”. Rozpoczęła się ona w 2014 roku i ma na celu wzmocnienie amerykańskiej obecności w Europie po rosyjskiej napaści na Ukrainę. W ramach operacji poszczególne dywizje US Army przysyłają do Europy wydzielone oddziały, które są rozmieszczane w państwach wschodniej flanki NATO.
    Przy okazji wzmocnienia obecności wojskowej rotacje oddziałów US Army są okazją do testowania systemu logistycznego wojsk amerykańskich i państw europejskich przyjmujących jednostki zza oceanu. Od listopada 2021 roku oddziały biorące udział w operacji „Atlantic Resolve” podlegają odtworzonemu V Korpusowi US Army, którego wysunięte dowództwo znajduje się w Poznaniu.

    Na wyposażeniu brygady jest sprzęt w malowaniu tak pustynnym, jak i europejskim.
    – Dziękuję wszystkim za możliwość zaprezentowania wam naszej działalności – powiedział dowódca 2. Brygady, pułkownik Bryan Harris. – Jesteśmy podekscytowani obecnością tutaj. Przez ostatnie pół roku dużo ćwiczyliśmy, dwa razy ćwiczyliśmy w National Training Center, przygotowując się do współpracy z naszymi polskimi sojusznikami. Nie możemy się doczekać wspólnych ćwiczeń, które zwiększą nasze umiejętności i interoperacyjność. To będzie ekscytujące dziewięć miesięcy.

    Wóz zabezpieczenia technicznego M88.
    Gdynia jest jednym z czterech portów, w których rozładowują się Amerykanie. Na pokładzie statku ARC Integrity przybyło około 700 pojazdów różnych typów, od HMMWV przez ciężarówki, transportery opancerzone M113 w kilku wersjach i bojowe wozy piechoty M2 Bradley po czołgi podstawowe M1A2 Abrams. Ponadto część sprzętu jest wyładowywana w porcie w Gdańsku. Wykorzystywane są także greckie porty w Aleksandropolisie i Salonikach. Łącznie do Europy przetransportowano około 2500 pojazdów. Do transportu morzem wykorzystywane są zakontraktowane statki cywilne. Ogółem 80% amerykańskiego wojskowego transportu morskiego odbywa się statkami cywilnymi, a jedynie około 20% na pokładach transportowych okrętów wojennych.

    M113 w wersji transportera piechoty i wozu ewakuacji medycznej.
    2. Brygada 1. Dywizji Piechoty przejmuje wykonywanie powierzonych zadań z rąk 3. Brygady 4. Dywizji Piechoty, która już przygotowuje się do opuszczenia Polski i wiele jej wyposażenia czeka już na placach portowych na załadunek na statek. Przekazanie dowództwa odbędzie się 9 grudnia w Żaganiu. Przybyła brygada będzie rozlokowana w kilku miejscach w Polsce przez mniej więcej dziewięć miesięcy. W tym czasie będzie realizowała szereg ćwiczeń w Polsce i państwach ościennych. Pierwsze, pod kryptonimem „Winter Strike”, rozpoczną się już 13 grudnia w Bolesławcu.
    Dywizja jest dobrze przygotowana do realizacji powierzonych misji. Przed przybyciem do Polski brygada dwukrotnie w ciągu roku ćwiczyła w ośrodku treningowym National Training Center w Fort Irwin w Kalifornii. Manewry realizowane w na tym poligonie są w wojskach lądowych odpowiednikiem ćwiczeń lotniczych „Red Flag”.

    Czołg podstawowy M1A2 Abrams. Wprawne oko dostrzeże w tle pewien południowokoreański bojowy wóz piechoty czekający na wywóz z kraju po niezbyt udanych testach.

    1. Dywizja Piechoty nosząca przydomek „Wielka Czerwona Jedynka” zalicza się do najsłynniejszych jednostek amerykańskich sił zbrojnych. Utworzona w 1917 roku dywizja brała udział w niemal wszystkich głównych operacjach wojskowych prowadzonych przez Stany Zjednoczone na całym świecie. 6 czerwca 1944 roku „Wielka Czerwona Jedynka” wylądowała na plaży „Omaha”, gdzie po krwawych walkach jej żołnierzom udało się wedrzeć się w głąb normandzkiego lądu. Epizod ten wszedł na stałe do dziedzictwa amerykańskich sił zbrojnych i światowej kultury popularnej. W czasie „Pustynnej Burzy” 1. Dywizja szła w awangardzie, forsując wały ziemne i inne irackie umocnienia na pustyni, torując drogę dla amerykańskich i brytyjskich dywizji pancernych VII Korpusu. Ostatnie dwie dekady to kilka tur operacyjnych spędzonych na wojnach w Afganistanie i Iraku.
      Szeroko o historii dywizji pisaliśmy w tym artykule. 2. Brygada była również przerzucana do Europy w ramach operacji „Atlantic Resolve” w latach 2017-2018.

    Dowódca 598. Brygady Transportowej, pułkownik Robert Kellam (po lewej) i dowódca 2. Brygady, pułkownik Bryan Harris (po prawej).
    Za przerzut sprzętu odpowiada 598. Brygada Transportowa pod dowództwem pułkownika Roberta Kellama. Na czas obecności wojsk amerykańskich w Gdyni na fragmencie portu utworzono tymczasową strefę wojskową pod kontrolą amerykańską. Sam rozładunek nie jest operacją bardzo skomplikowaną. Wszystkie pojazdy w odpowiedniej kolejności po prostu zjeżdżają ze statku po rampie i parkują na wyznaczonych placach na terenie portu. W ciągu kilku kolejnych dni większość sprzętu zostanie załadowana na platformy kolejowe i przetransportowana do docelowych miejsc dyslokacji.

    W Polsce żołnierze 1. Dywizji Piechoty spotkają się z inną pogodą niż ta, do której przywykli w ostatnich miesiącach.
    Pracę Amerykanom utrudniała nieco pogoda, do niewielkiego mrozu w pewnym momencie dołączyły opady śniegu, tworząc ciekawy anturaż dla pojazdów w barwach pustynnych – co jest spadkiem po operacjach prowadzonych w Iraku i Afganistanie.

    Abrams na holu wozu zabezpieczenia technicznego M88.
    Przemalowywanie pojazdów jest na ogół drogie i czasochłonne, więc jeśli nie ma potrzeby operacyjnej, pojazdy pozostawia się w dotychczasowym kamuflażu tak długo, jak to możliwe. Uwagę przyciągało jedynie to, że niektóre Abramsy nie zjeżdżały ze statku o własnych siłach, ale były holowane przez wozy zabezpieczenia technicznego M88. Jak zostało wyjaśnione, w większości wypadków jest to spowodowane rozładowanymi akumulatorami w czołgach.
    – Ta operacja jest jedną z kilkunastu podobnych, które przeprowadziliśmy w ostatnich latach w Polsce – powiedział pułkownik Kellam. – Operujemy z Gdyni i Gdańska, również w tym momencie. Bardzo doceniamy gościnność, której doświadczamy my i nasi żołnierze, gdy opuszczają port. Liczymy, że będziemy mogli współpracować również w przyszłości.
    https://www.konflikty.pl/aktualnosci/relacje/wielka-czerwona-jedynka-gdynia/

    Polscy i norwescy fizycy odtwarzają Wielki Wybuch w mikroskali

    Polscy i norwescy fizycy odtwarzają Wielki Wybuch w mikroskali

    Polscy fizycy teoretycy i norwescy fizycy doświadczalni odtwarzają „miniaturowe wielkie wybuchy” w zderzaczach cząstek, aby rozwiązać zagadki wczesnego Wszechświata. Szukają odpowiedzi na pytania o to, skąd wzięła się tam nadwyżka materii, czym jest tzw. ciemna materia i co działo się zaraz po Wielkim Wybuchu.
    W ramach polsko-norweskiego projektu realizowane jest pięć celów badawczych, m.in. badanie produkcji sfaleronów i mini-czarnych dziur w LHC, szukanie nowych źródeł łamania symetrii CP, m.in. w rozpadach bozonu Higgsa, czy zagadnienie mechanizmu elektrosłabego przejścia fazowego. Do analizy wykorzystywane są takie narzędzia, jak algorytmy uczenia maszynowego – informuje Wydział Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego (FUW).
    Pełny artykuł na dzienniknaukowy.pl